STULEJKA.COM                      
  24-05-2022 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Kopperka, lipiec 2005 - Warszawa

Cześć wszystkim!

Nie zacznę oryginalnie, ale na początek chciałbym podziękować twórcy tej strony. Trafiłem na nią już dość dawno, pewnie za dwa lata temu, i to dzięki doświadczeniom na niej zawartym, oraz wypowiedziom na forum, dowiedziałem się w czym tkwi mój problem i jak go rozwiązać. Dziękuję też wszystkim tym, którzy już pewnie n-ty raz odpowiadają na forum na te same pytania, ale to naprawdę dużo znaczy, nawet niewielkie uwagi, ale skierowane wprost do mnie.

Pisząc to doświadczenie chcę "spłacić dług", zrobić dla tych, którzy dopiero trafią na to stronę to, co zrobiono dla mnie. Dlatego postaram się opisać moje spostrzeżenia możliwie dokładnie.

A teraz do rzeczy... O tym, że coś jest nie tak z moim ptakiem wiedziałem już dawno, pamiętam jak w podstawówce na badaniach kontrolnych dostałem skierowanie do lekarza, mama mnie zaprowadziła, lekarz kazał ściągać napletek i moczyć w rumianku. Ale właściwie nie wiedziałem w czym problem i po co mam to robić, nikt nie wytłumaczył dziecku. Lata mijały, liceum, zaczęły się studia, wiedziałem już, że coś z tym trzeba zrobić, ale brakowało odwagi, ciągle miałem jakieś wytłumaczenie, a to czasu brak, a to znów coś innego. Aż wreszcie zdarzyło się, co się zdarzyć musiało, poznałem dziewczynę :) Tzn. dziewczyny to znałem już wcześniej, ale to pierwszy mój tzw. poważny związek. Po kilku miesiącach stwierdziliśmy, że seks to jest to, czego nam trzeba :) Ale nie mogłem się przełamać i kochać ze stulejka, bałem się, że coś pęknie i nie będzie fajnie. Więc zacząłem obmyślać plan działania :) Zanim obmyśliłem, stuknął mi 22 rok.

Dowiedziałem się z tej strony, że w Ibisie na Kaczej można zrobić zabieg na koszt NFZ. Rozwiązanie idealne jak dla mnie, prywatna klinika, czysto, ładnie, uprzejmy personel, a ceny jak w szpitalu, znaczy free :) Żeby było na koszt NFZ potrzebne jest skierowanie od lekarza rodzinnego, czy jak mu tam, z którym nie ma problemu ani wstydu. Mówię, że potrzebuje skierowanie do urologa, że stulejka, pani wypisuje, dwie minuty i po strachu. Żeby zapisać się w Ibisie potrzebny jest jeszcze dowód ubezpieczenia i dowód osobisty.

Zależało mi, żeby zapisać się do doktora Torza, przeczytałem na tej stronie kilka pozytywnych opinii na jego temat i tym się zasugerowałem. Na wizytę czekałem prawie dwa tygodnie, długo, bo akurat był to początek lipca i lekarze mieli urlopy. Podobno "normalnie" zapisują z tygodnia na tydzień. Wizyta trwała z 5 minut może. Jeśli ktoś oczekuje, że lekarz będzie się nad nim użalał czy jakoś specjalnie rozczulał, to nie polecam tego lekarza. Mi się podobało, jeśli można tak powiedzieć w tej sytuacji. Facet jest konkretny, sprawia wrażenie absolutnej pewności tego co robi. Powiedział, że trzeba zrobił całkowite obrzezanie, że napletek jest za bardzo zniszczony, żeby go żałować. Było mi to na rękę, bo właśnie taki zabieg planowałem. Raz, że prosty, nie da się popsuć i szybko się goi; a dwa, że "pociągało" mnie to... hmm tabu. "Być obrzezanym w Polsce" - pomyślałem i poczułem się jak ktoś wyjątkowy ;) Żartuje oczywiście z tą wyjątkowością, ale zawsze lubiłem robić coś "inaczej niż wszyscy" Więc umówiłem się od razu na zabieg, za dwa tygodnie.

Między czasie wspomnę o szczepieniu na żółtaczkę. Nie wiem czy jest obowiązkowe, niby pytał podczas wizyty, czy jestem szczepiony, ale przed zabiegiem nikt tego nie sprawdzał, więc chyba nie konieczne. Ja się zaszczepiłem, w dniu wizyty miałem akurat drugą dawkę, dwa tygodnie do zabiegu, czyli idealnie. Od pierwszego szczepienia do zabiegu minęło równo sześć tygodni. Jest też szybszy tryb, ale aż tak mi się nie spieszyło, a podobno w trybie przyspieszonym nie zyskuje pełnej odporności. Podsumowując: chyba nie wymagają, ale moim zdaniem warto.

Dzień zabiegu...

No i nadeszła godzina zero. Z wygolonym kroczem stawiłem się w klinice 27.07 o godz. 15, jak baran na rzeź :) Byłem trzecim "do golenia" tego dnia. Gabinet zabiegowy robi dobre wrażenie, przestronnie, jasno, estetycznie. Na początek dostałem do podpisania zgodę na zabieg i już po chwili leżałem na stole/łóżku. Doktorowi towarzyszyła całkiem fajna pielęgniareczka, na oko niewiele starsza ode mnie, aż miło się było rozebrać, szkoda, że okoliczności takie a nie inne :) Ogólnie z chwilą wejścia do gabinetu wszystkie obawy i wstyd minęły, w sumie dla nich to nic wielkiego, dzień jak co dzień, mój ptak niczym się nie różni od setek przewijających się przez ten gabinet :)

Nakryli mnie taką fajną płachtą z dziurą w środku i się zaczęło. Jak to doktor powiedział "odrobina przyjemności na początek", po czym nastąpiła seria zastrzyków. Kiepsko na mnie to znieczulenie działało, chociaż po 9 ukłuciu zadziałało na tyle, że kolejnych już nie czułem :) Potem mnie doktor uszczypnął pincetą, żeby sprawdzić, czy się już znieczuliłem. Prawie zeskoczyłem mu ze stołu to się zorientował, że się jednak nie znieczuliłem. Podobno znieczulenie różnie działa na różnych ludzi. Dostałem jeszcze kilka zastrzyków, ciągle bolało w niektórych miejscach, ale więcej już mi nie mógł dać. Żeby nikogo nie wystraszyć: nie był to jakiś wielki ból, takie ukłucia i przyszczypnięcia. Ogólnie czułem każdy jego ruch, czy nakłucie przy szyciu. Ale u dentysty jest zdecydowanie gorzej. Pół godziny i było po strachu. Lekko spocony, poinformowany co do pielęgnacji, z życzeniami zdrowia opuściłem gabinet.

Jeśli chodzi o pielęgnację, to facet jest minimalista i nie było tego dużo. Za dwie godziny odkleić plaster trzymający ptaka ku górze, na drugi dzień zdjąć opatrunek. Nowych opatrunków nie kazał zakładać, ewentualnie kawałek gazy, jakby mi bardzo gatki obcierały. Żadnych okładów, rumianków, po sikaniu tylko sodą przytknąć. No i nie kąpać w wannie przez kilka dni.

Mając to wszystko w pamięci wróciłem do domu, samochodem przez Warszawę w godzinach szczytu. Trochę bolało, ale nie było problemu. Jeszcze po drodze wstąpiłem do apteki po gaziki i dużo Panadolu Exstra. Dwa łyknąłem od razu i ból ustąpił. Przyszła pora na siku. Ustawiłem się dziarsko nad kibelkiem, "wycelowałem" i trafiłem... w opartą o zbiornik klapę :) Szybka zmiana pozycji na siedzącą i siknąłem radośnie, ale normalnie z siłą wodospadu, tego to się nie spodziewałem :) Nic nie bolało, nic nie piekło. Poszedłem jeszcze do sklepu po coś na kolacje, pokręciłem się po domu i poszedłem spać.

Pierwszy dzień po zabiegu...

Ok. trzeciej nad ranem obudziło mnie brutalnie "pianie koguta". Na szczęście miałem już przygotowany lód na tę okoliczność, więc szybko zażegnałem kryzys. Wysączyło się tylko kilka kropel krwi z rany. Ale ze spania już nic nie wyszło, bo co ja zasypiałem, to ptak się budził :/ Dotrwałem do rana przykładając lód co jakiś czas. Śniadanie i pora za zdjęcie opatrunku. Przyjemne to nie było, bo się poprzyklejał do rany, ale dałem rade. Ogólnie wyglądało to dość ładnie, żadnych siniaków, zmian koloru, tylko jest napuchnięty. Jeśli pominąć żołądź, reszta wygląda jak... dzwonek, rozszerza się ku końcowi, ale nic nie boli wiec chyba tak ma być. Dwa problemy uprzykrzają życie na tym etapie: nawet niepełne wzwody naciągają szwy i bolą, ale to się da opanować w czasie dnia, ja przykładałem lód i mały się uspokajał w kilka sekund. Drugi problem, na razie nierozwiązany, to nadwrażliwość na dotyk. Każde otarcie żołędzi powoduje ból. Chwilowo unikam tego, po prostu jestem sam w mieszkaniu i śmigam z ptakiem na wierzchu, podobno szybciej się goi.

Wieczorem założyłem luźne gatki, niech się przyzwyczaja. Wytrzymałem z godzinę, dokładnie planując każdy krok :/

Drugi dzień po zabiegu...

Obudziłem się ok. 4.30, wzwód szybko opanowałem przykładając lód, nawet kropli krwi nie uroniłem :) Teraz jest 6.30 a ja siedzę i to piszę, to już wiecie, czemu to takie długie, nie mam innego zajęcia o tej porze. Może komuś będzie się chciało przeczytać do końca. :) Postanowiłem, że wstrzymam się z wysłaniem tego jeszcze kilka tygodni, może pojawia się jeszcze jakieś istotne spostrzeżenia.

Co do ptaka, opuchlizna jest i ma się dobrze. Ciekawe kiedy zejdzie. Ogólnie boli tylko jak dotykam. Dziś go jeszcze nie będę męczył gatkami. Hartowanie zaczynam od jutra :)

Trzeci dzień po zabiegu...

Postanowiłem, że starczy wylegiwania, wracam do życia. Myśl o założeniu spodni napawała mnie trwogą, ale z upływem dnia nabrałem odwagi. Opatrunku nie robiłem, jedynie włożyłem kompres z gazy między małego a bieliznę, i na spacer. Ogólnie jest dobrze, chodzę może trochę wolniej niż zwykle, a może mi się wydaje, ale nie zwracam na siebie uwagi otoczenia. Gorzej jeśli chodzi o kucanie, schylanie się... oj długo wiązałem buty. Ale spoko trzeba być twardym, widzę wyraźna poprawę, czyli już może być tylko lepiej.

Ósmy dzień po zabiegu...

Jestem zdrowy :) Po opuchliźnie nie ma już prawie śladu, nic nie boli, nie ropieje, szef wygląda ładnie. Mały przyzwyczaił się już do kontaktu z otoczeniem, chodzę, biegam, pracuje, nie czuję żadnego dyskomfortu. Jedyne do czego można się przyczepić, to czasami lekkie swędzenie w okolicy szwu. Powoli wyciągam pierwsze szwy. Za dwa dni jadę w góry, mam nadzieję, że mi się nie pogorszy.

Piąty tydzień po zabiegu...

Właściwie zapomniałem, że miałem zabieg. Wyjąłem już dawno chyba wszystkie szwy, przynajmniej te, które widziałem. Nie stosuje żadnej maści na blizny, uznałem, że nie ma potrzeby. Nie zrobiło mi się żadne zgrubienie, blizna nie jest twarda. Miejscami nie czuć już nawet blizny na dotyk, widać tylko po kolorze skóry. Obrzezany członek wygląda naprawdę ładnie, moim zdaniem ładniej niż z napletkiem. Chociaż pewnie nie każdy się z tym zgodzi. W każdym razie mi się podoba i jestem w 100% zadowolony. Moja dziewczyna też ;)

A teraz stulejkowicze posłuchajcie dobrej rady: nie bójcie się iść do lekarza! Naprawdę warto!

Pozdrawiam i życzę odwagi

kopperek




Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam