STULEJKA.COM                      
  24-05-2022 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Łukasza, 28.04.2005 - Lublin

Do napisania tych paru słów skłonił mnie jakby obowiązek dla tych chłopaków którzy w przyszłości zajrzał na ta stronę i będą poszukiwać informacji jak i wsparcia które mi tak bardzo pomogło czytając wcześniejsze posty na forum czy doświadczenia osób które już przeszły te chwile.

Wiadomość iż mam stulejkę pojawiła się dawno temu, zawsze wiedziałem że jest coś nie tak z moim małym ale dopiero po trafieniu na stronę stulejka.com dowiedziałem się że to zwężenie się tak nazywa. Mijały lata, a ja sobie jakoś żyłem z tym moim problemikiem. Na szczęście nadszedł w moim życiu taki dzień kiedy spotkałem wspaniałą dziewczynę, która widzi co się dzieje i pogania mnie do lekarza. Dodam jeszcze ze sex u mnie był możliwy jeszcze przed zabiegiem, jednak za bardzo mnie cisnęło to zwężenie i - co się potem okazało u lekarza - mam zbyt krótkie wędzidełko.

Po krótkim namyśle i przeanalizowaniu za i przeciw udałem się jednak na państwowy zabieg, czyli refundowany przez NFZ. Na sam początek według obowiązujących przepisów udałem się do lekarza rodzinnego po skierowanie do urologa. Spotkanie z lekarzem rodzinnym przeszło bez problemu. Pani doktor zapytała mnie tylko co się dzieje, gdy odpowiedziałem ze prawdopodobnie mam stulejkę. wypisała skierowanie i poleciła mi dwa szpitale do których najlepiej się udać. Wybrałem Szpital Kolejowy w Lublinie.

I nadeszła pierwsza wizyta u urologa - dlaczego pierwsza? a to dlatego ze dowiedziałem się że zapisy na wizyty są z miesięcznym wyprzedzeniem, więc dostałem najbliższy możliwy termin czyli: miesiąc później. Niestety trzeba cierpliwie poczekać, choć już bardzo chciałem mięć to już za sobą. Miesiąc później udałem się do urologa Pana Włodzimierza W. (nie wiem czy sobie życzy abym podawał nazwisko) znanego w kręgach szpitalnych jako "WW". Lekarz od razu przystąpił do zbadania mojego małego i okazało się że oprócz stulejki tez jest za krótkie wędzidełko. Pokazał mi dosłownie na moim rękawie od bluzy  jak będzie wyglądać zabieg. Następnie nadszedł drugi problem, czyli szczepienie przeciw żółtaczce i tu kolejny problem czasowy, bo cały cykl szczepienia musi trochę potrwać. Po pierwszej dawce czeka się miesiąc, potem druga i po dwóch tygodniach można operować. Także kolejne sześć tygodni czekania. Ręce mi opadły, ale co zrobić...

Po drugim zastrzyku udałem się do doktora w celu wyznaczenia terminu, okazało się ze będzie to 28 kwietnia, byłem w niebowzięty ze już tak daleko zaszedłem w tym temacie. Pomyślałem: sukces, mam już termin!

Nadszedł wielki dzień. na który czekałem cale życie. Byłem umówiony na godzinę 7 pod gabinetem, tam lekarz powiedział mi żebym udał się do izby przyjęć aby się zapisać i przebrać. Dokonałem niezbędnych formalności, przebrałem się w cos luźnego i sympatyczna Pani odprowadziła mnie na oddział urologiczny. Na oddziale jeszcze lekka biurokracja i dostałem swoje wyrko, gdzie Pani pielęgniarka pobrała mi krew w dwa małe pojemniczki. Na sali miałem trochę starszych sąsiadów ode mnie z większymi problem niż mój, co mnie jeszcze bardziej wzmocniło. Tak sobie leżałem i myślałem: co tu robić? Co raz częściej myślałem o tym co mnie czeka, więc śmignołem po gazetkę i tak z prasóweczką leżałem aż dostałem żółtą tabletkę do połknięcia. Po jakiejś godzinie odwiedziła mnie Pani z zestawem do wbicia w mój pośladek i oznajmiła mi że po tym nie mogę już wstawać, najlepiej jak bym teraz przed załatwił wszystkie potrzeby w ubikacji. Już wiedziałem co mnie czeka, to był tzw. "głupi jasio" o którym czytałem wcześniej na forum. Czas mijał, a ja co raz bardziej byłem zakręcony, jeszcze wpadła jakaś babcia i zaczęła opowiadać kawały. micha mi się cieszyła z byle czego i ogólnie stan: wakacje w Ciechocinku . Po jakimś czasie - jakimś, bo nie potrafiłem już racjonalnie mierzyć czasu - usłyszałem z korytarza: "robimy stuleke" i zobaczyłem dwie Panie pielęgniarki z łózeczkem na kółkach, już wiedziałem ze to po mnie. Pani zapytała się mnie czy dam rade wstać, nie mogłem jakoś wydobyć żadnego słowa, ale chciałem powiedzieć czemu nie. Mój entuzjazm skończył się jak wstałem, w głowie mi się nie kręciło, ale jakoś trudno było się poruszać i nawiązywać kontakt z rzeczywistością. Dało się ocenić co się dzieje, ale jest jakaś blokada - mowie Wam dziwny stan. Położyłem się i pomału pojechałem na sale operacyjną. Na sali zdjąłem spodenki i położyłem się na stole operacyjnym, gdzie już Panie szykowały sprzęt do operacji. Na prawą nogę założono mi jakąś płytkę, ciekawe po co?. Przyszedł lekarz i można było zaczynać. W tej chwili zaczęła się najbardziej nieprzyjemna sprawa podczas całej procedury, a mianowicie znieczulenie. Parę zastrzyków wokół małego, nie wiem co to bolało czy ukucia czy wpływający środek znieczulający. Zemdlałem i zobaczyłem białe światełko na końcu korytarza  - żartuje oczywiście, wytrzymałem i po paru minutach zaczęło się ciecie, prawdopodobnie najpierw operowane było wędzidełko, a potem stulejka z tego co słyszałem z rozmów. Aż nie mogłem uwierzyć - ponieważ taka akcje miąłem po raz pierwszy - ze nic nie czuć, przecież tam tną, kują itp. To jest magia znieczulenia. Chciałem trochę zagadać do lekarza, ale tak Mu to sprawnie szło że nie chciałem przeszkadzać. Po około 40 minutach byłem już gotowy do wyjazdu na salony i tak tez się stało. Te same Panie mnie odtransportowały do apartamentu nr 4 :). Próbowałem zasnąć - jeszcze zakręcenie lekko trzymało - ale Panowie leżący również na sali dosyć głośno sobie gwarzyli. Później dostałem jeszcze zupkę i ok. 16 byłem gotowy do wyjścia, jednak Panie pielęgniarki wybiły mi to z głowy, ponieważ było jeszcze za wcześnie. Pospacerowałem sobie po korytarzu, pogadałem z sąsiadami i o 17:00 przebrałem się i wyszedłem ze szpitala, lepiej leżeć w domu niż tu w szpitalu. Jeszcze miąłem trochę niestabilny krok, szedłem pomału i bardzo skupiony na tym co mi siedzi w majtkach , oby się nic nie zerwało. W autobusie trochę mnie po trzęsło i poczułem lekkie ukucia. I tak po dziesięciu godzinach pobytu w szpitalu znalazłem się w domyciu.

Rzeczy przydatne w szpitalu:

piżamka lub cos luźnego

klapeczki lub ciapki

kubek, szklaneczka

sztućce (jak będziecie grzeczni to dostaniecie jedzonko :))

pamiętajcie o obcisłych slipach

Pisząc te słowa w 48 godzin po zabiegu jest już całkiem fajnie, mój mały jest lekko spuchnięty od strony wędzidełka. Naszczepcie mam szwy które się same rozpuszczają po pewnym czasie, wiec ominie mnie ich ściąganie w szpitalu. Najgorzej było na drugi poranek, kiedy mój mały postanowił zwiększyć swe rozmiary i trochę pobolało, ale wszystko da się przeżyć, zażyłem Pyralginke i zasnąłem bez problemu.

Po czterech dniach rano po porannym wzwodzie napletek ściągnął się aż za żołądź. Pomyślałem ze wszystko będzie oki i tak się zrośnie. Po 24h pojawił się polpierscien od przodu przechodzący pomału w opuchliznę od strony wędzidełka. Na kontroli u Pani doktor Ewy K. okazało się że to jest tzw. "załupek" który trzeba szybko zlikwidować. Jeśli jest jeszcze mały to można próbować naciągnąć z powrotem napletek na żołądź, druga metoda to obrzezanie. Wiedziałem ze druga operacje będzie trudno znieść, wiec zdecydowałem się na bolesny choć bez operacyjny zabieg.

I znowu znalazłem się na oddziale, dostałem zastrzyk i czekałem lekko zakręcony znieczulaniem na Panią doktor. Łapałem sobie ludzik i pomyślałem: ...co będzie to będzie, lecz gdy zaczęła się cala akcja ze ściągnięciem napletka z powrotem myślałem ze wykituje - taki ból!!! Niestety taki zabieg nie u wszystkich się udaje, zależy to od wielkości załupka i wytrzymałości pacjenta. Na szczęście u mnie się udało. Z ogromnym pieczeniem i nowym opatrunkiem zasnąłem sobie na parę godzinek. O 19 wyszedłem ze szpitala.

Po dwunastu dniach jest już dużo lepiej, co dzień jest jakaś nutka poprawy. Opuchlizny po kuciu już nie ma, została jeszcze od strony wędzidełka, ale z tego co rozmawiałem z lekarzem może utrzymać się nawet do miesiąca. Szwy zostały od strony wędzidełka i tylko dwa na napletku, reszta ładnie odpadła podczas kąpieli. Cały czas przemywam małego Rivanolem.

Wnioski po tych moich przejściach są takie:

nie ma się czego bać, więcej problemów ma człowiek z tego powodu niż ta cala operacja. Zdrowie przede wszystkim!

Z tego miejsca chciałbym bardzo podziękować mojej ukochanej Agniesi, która wspierała mnie w tych trudnych chwilach, administratorom strony stulejka.com, wszystkim którzy napisali choć parę słów na forum i w doświadczeniach. Oczywiście całemu Oddziałowi Urologicznemu w Szpitalu Kolejowym w Lublinie, sympatycznym Paniom pielęgniarkom, Pani doktor Ewy K. i Panu doktorowi Włodzimierzowi W. za bardzo profesjonalne podejście do sprawy.

Podziwiam lekarzy za to wszystko co robią dla naszego zdrowia w tych trudnych czasach. Z opowiadań słyszałem że w szpitalu jest smutno i ponuro, jednak tam gdzie byłem było całkiem normalnie.

A na koniec zostawiłem podziękowania samemu sobie, za to że w końcu się zdecydowałem na ten krok i usuniecie problemu, który tak bardzo leżał mi na sercu...

...Problem dobrze ujęty to problem w połowie rozwiązany...

Powodzenia

Łukasz




Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam