STULEJKA.COM                      
  16-12-2018 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Hiero

Opowiem wam moją historię ze stulejką. Skoro to czytasz zapewne dotknął Cie ten sam lub podobny problem co mnie. Na wstępie powiem jeszcze, że nie ma się czego wstydzić, bardzo wielu z nas ma z tym problem. Historię tą pisze zaś, aby pokazać wam jak to wszystko wygląda w praktyce, jak wyglądało moje leczenie, a czy warto ocenicie sami. Ja osobiście mam mieszane uczucia.

Stulejka? Co to wogóle jest ?!

Takie pytanie zadawałem sobie podczas rozmowy z kolegami. Jeden z nich powiedział, że Ci co mają stulejkę to lipa. Zapytałem co to takiego? On zaś mi wyjaśnił, że stulejka polega na tym, że nie można odprowadzić napletka za żołądź. Zdziwiłem się bardzo, gdyż wiedziałem że tak mam chociaż nie wiedziałem że to choroba. Dodam również, że zastanawiało mnie dlaczego w filmach pornograficznych wacek osób tam grających jest inny niż mój. Teraz wiem, że byli oni po prostu obrzezani.

Po powrocie do domu trafiłem na stronę stulejka.com Tam dowiedziałem się już o mojej chorobie.

Pierwsze wątpliwości.

Po przeczytaniu różnych doświadczeń zacząłem sprawdzać, czy jestem w stanie w stanie odprowadzić napletek za żołądź podczas spoczynku i w zwodzie. Niestety nawet w spoczynku nie dałem rady odprowadzić napletka do końca. Podjąłem wtedy poważną męską decyzję, że powiem o tym mamie. Nie mogłem działać na własną rękę, gdyż byłem nie pełnoletni. Mama była bardzo zdziwiona tym co powiedziałem, bo myślała, że problem ten został załatwiony już za dzieciństwa. Nie dopilnowała tego, więc o to są i rezultaty. Powiedziałem jej, że jestem zdecydowany na wizytę u ginekologa, urologa i ewentualnym zabiegu, o którym wyczytałem na stronie. Moja mama z powodu braku doświadczenia w tej sprawie (w końcu jest kobietą) wyśmiała mnie mówiąc, że zabieg konieczny nie będzie, że musze tylko ćwiczyć. Ja wiedziałem, że ona jest w błędzie. Ostatecznie postanowiłem pójść do lekarza rodzinnego po skierowanie.

Wizyty u lekarzy,

Gdy byłem zdecydowany już na leczenie wacka udałem się do lekarza rodzinnego po skierowanie. Nie było to trudne. Wszedłem do gabinetu, powiedziałem mojej pani lekarz co się dzieje a ta dała mi skierowanie do urologa. Mama umówiła mnie na wizytę z urologiem. Czekałem na nią miesiąc. W końcu nadszedł dzień wizyty. Dzień jak dzień. Zwolniłem się z kilku lekcji z czego byłem zadowolony. Dodam w tym miejscu, że nie umiem kłamać, a jak to robie to ze strasznym bólem. Musiałem okłamać znajomych. Nie przyznałem się że mam wizytę u urologa i w jakiej sprawie. Było to dla mnie zbyt krępujące. Wracając do wizyty. Wszedłem do gabinetu. Lekarz zapytał mnie o co chodzi. Odniosłem wrażenie, że był zdziwiony z widoku tak młodej osoby w gabinecie. Powiedziałem o tym, że mam stulejkę. On zaprosił mnie do pomieszczenia obok. Kazał mi ściągnąć napletek jak najdalej mogę. Tak też zrobiłem co nie było zbyt miłe. Trwało to zaledwie kilka sekund. Następnie wypisał mi skierowanie do szpitala. Powiedział, że będzie to zabieg, no i to czego się spodziewałem. Powiedział, że nie będzie on zbyt miły. No cóż, termin wyznaczył mi na kolejny miesiąc. Wszystko zatem ciągnęło się strasznie.

Szpital,

W dzień skierowania musiałem odpuścić szkołę na jeden dzień. Tak mi się przynajmniej zdawało. Wkręciłem znajomym, że jestem chory i nie idę do szkoły. W szpitalu zostałem bardzo nie miło zaskoczony, że muszę zostać tam na noc. Zabieg mam dopiero jutro. Tu stawiam pytanie: Więc po co mam tam siedzieć cały dzień skoro zabieg jutro? Wydaje mi się, że chodzi tu o pieniądze. Dostają finanse za trzymanie pacjenta przez kilka dni w szpitalu, więc widocznie im się opłaca. Niestety większego wpływu na to nie miałem. Myślałem, że poczekam kilka godzin, zrobią mi zabieg, po zabiegu chwile przetrzymają i cześć. A tutaj wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Zaskoczony takim obrotem spraw musiałem prosić mamę, aby dowiozła mi niezbędne rzeczy do noclegu jak również jakieś pisemka, mp3 bo bym się zanudził. Trafiłem do pokoju z 4 łóżkami. Mogłem wybrać z pośród 3 bo jedno było zajęte przez starszego pana. Następnie, tego samego dnia doszło jeszcze 2 panów w wieku około 20-25 lat. Nie zbyt dobrze się tam czułem. Nudziłem się niemiłosiernie. Zadawałem sobie pytanie: czy warto?

Dzień przeleciał. Koledzy zaczęli dociekać o co mi chodzi. Ehhhh wkręcanie ich nie było zbyt łatwe. W ten dzień miałem oddać tylko mocz do analizy, wypełnić z pielęgniarką jakieś dokumenty odnośnie moich szczepień itp. Miałem również krótką rozmowę z lekarzem, który miał robić mi zabieg. Zapytał mnie on co chce zrobić z moim sprzętem. Ja zaś na podstawie doświadczeń wyczytanych na tej właśnie stronie uznałem, że skoro obrzezanie nie jest konieczne to wybiorę plastykę napletka. Okazało się również, że mam za krótkie wędzidełko. Przy okazji mi je wydłużyli bądź usunęli, nie wiem.

Dzień zabiegu.

Nie mogę nic jeść. Pomimo, że tylko leżę w łóżku czuję się obolały i wyczerpany. Na całe szczęście mój zabieg był jeden z pierwszych. Odbył się około godziny. 10:00. Dodam też, że miałem do wyboru 2 rodzaje znieczuleń. Pierwsze - narkoza (zapadnięcie w sen, obudzenie się po wszystkim). Drugie- znieczulenie miejscowe (w kręgosłup, nie czujemy wtedy ciała od pasa w dół). Wybrałem to drugie, gdyż chciałem być przytomny. Teraz trochę tego żałuję. Ludzie przeważnie wybierają narkozę. Następnym razem również bym ją wybrał ponieważ byłbym osłabiony tylko przez kilka dni po zabiegu. Poprzez znieczulenie w plecy minął miesiąc, a dalej mam bóle kręgosłupa. Przypominam, że mam 16 lat. Wydaje mi się, że będę miał problemy z kręgosłupem, więc trochę żałuje decyzji. Wracając do zabiegu. Nadszedł ten moment. Przyszła po mnie pielęgniarka i kazała mi się przebrać w fartuch operacyjny, który dostałem dzień wcześniej. Tak też zrobiłem i udałem się z nią na sale operacyjną. Tam poinformowano mnie, że za chwilę przyjdą lekarze. Tymczasem dostałem polecenia rozebrania się i położenia na łóżku. Leżałem sobie chwilkę. W tym czasie pielęgniarka dawała mi w żyle jakieś płyny. Zobaczyła, że się denerwuję. Trząsłem się cały chociaż nie było zimno. Powiedziała, że zaraz da mi coś na uspokojenie. Tak też było. Zaczęła wlewać we mnie jakiś płyn i mówi, że za chwilę zakręci mi się w głowie. Miała racje. Dostałem zawrotu głowy i poczułem się jak ptak. Następnie dali mi znieczulenie (w plecy) i po kilku chwilach przestałem czuć ciało od pasa w dół. Zasłonili moje pół ciała, abym nie widział operacji. Szczerze nie przejmowałem się tym, gdyż dali mi na uspokojenie "głupiego jasia". Cudowny preparat. Podczas operacji nachodziły mnie myśli, że jestem w niebie. To, że mnie operują to najlepsze co mogło mnie spotkać. Sprawiło to, że z przebiegu operacji byłem wręcz zadowolony. Po operacji nie koniecznie pamiętam co się działo, przerywał mi się film. Wiem, że odłożyli mnie na łóżko. Następnie najprawdopodobniej zasnąłem. Gdy się obudziłem jeden z moich lokatorów wyruszał na zabieg. Życzyłem mu powodzenia. Gdy opuścił salę zacząłem myśleć o sobie. Dziwne uczucie. Nie mogłem się ruszyć, poprawić na poduszce, gdyż połowę ciała miałem bezwładną. Wtedy poczułem jakie moje ciało jest ciężkie. musiałem pracować samymi rękoma. Wcześniej dostałem instrukcje, żeby przez 3 godziny po zabiegu nie próbować wstawać bo skończę na podłodze. Dotyk nóg był bardzo dziwny, gdyż czułem jakbym dotykał obce nogi. Minęły 3 godziny. Próbowałem wstać. Zwalało mnie z nóg. Musiałem chodzić podtrzymując się ścian. Wracając do sprzętu o którym w roli głównej mowa. Idąc do łazienki byłem bardziej skupiony na znieczulonych nogach niż operowanym wacku, którego nie czułem. Wchodząc do kabiny w WC wiedziałem, że mogę spodziewać się najgorszego. Ze strony stulejka.com dowiedziałem się jak wyglądają wacki po operacji. Zrzuciłem więc spodnie od piżamy i mój penis był przyklejony do brzucha skierowany do góry. Był również cały obandażowany. Aż mi słabo jak sobie to przypomnę. Zadałem sobie wtedy pytanie: czy warto? Gdyż trochę żałowałem tego na co się zdecydowałem. Odklejanie bandażu trwało dłuższą chwilę. Następnie zdziwiłem się gdyż mój wacek wyglądał praktycznie jak wcześniej, tylko napletek był trochę większy. Zadowolony z tego faktu zacząłem sikać. I zaczęły się problemy. Leciało trochę moczu, trochę krwi. Ponieważ byłem jeszcze trochę znieczulony nie wiedziałem czy chce mi się sikać. Fatalne uczucie. Siku leciało a ja nie wiem kiedy przestać. Niby kończę a tu znów leci. Coś strasznego !!! Następnie postanowiłem zobaczyć jak wyglądają szwy pod napletkiem. Lekko odciągnąłem napletek i zrobiło mi się słabo. Byłem cały pozszywany. Zrobiło mi się słabo i gorąco. Omal nie zemdlałem w kabinie. Uwierzcie mi. Ciężko było tego nie przeżywać. W końcu wacek to podstawa. Musiałem oprzeć się o ściankę. Chwile tak stałem, gdyż inaczej zemdlałbym. W pewnym momencie byłem pewien, że zaraz padnę na ziemie ale utrzymałem się. Gdy trochę mi przeszło obejrzałem wacka jeszcze raz bez większych już emocji. następnie nałożyłem na niego bandaż i wróciłem z powrotem do pokoju. Po drodze spotkałem doktora, który mnie operował. Był trochę zbulwersowany, że wstałem z łóżka. Powiedział, że mam wypoczywać i nie mogę chodzić. Ja wytłumaczyłem się potrzebą wyjścia do toalety. Czas leciał ja się nudziłem leżąc w łóżku. Wieczorem sikałem jeszcze raz. Było nieco łatwiej. Oczywiście nadzieja wyjścia dnia kolejnego znów mnie dobiła. Myślałem że skoro położyli mnie w poniedziałek i kazali zostać na noc to zrobią operacje we wtorek i do widzenia. Niestety. Był wtorek wieczór a ja wiedziałem, że muszę spędzić w szpitalu również całą środę. Po prostu pięknie. Dodam, że na początku myślałem, że w poniedziałek wszystko załatwią. Wieczorem odwiedzili mnie rodzice. Miałem obolałe nogi i kulałem. Po rozmowie z nimi było już mi nie co lepiej. Następnie odwiedziła mnie pielęgniarka która wstrzykiwała mi jakieś substancje do ciała. Podłączyła mnie również do worka z jakąś cieczą. Wtedy właśnie poczułem się jak królik doświadczalny. Ciągle wlewali mi jakieś płyny, miałem słabe nogi, czułem się słabo, i wacek był nie sprawny. Jakaś paranoja. Nie spodziewałem się, że zabieg ten wpłynie na moją ogólną dyspozycje i samopoczucie. No cóż.

Dzień po zabiegu,

Rano poinformowano mnie, że mogę już normalnie jeść. Byłem głodny jak wilk ponieważ mnie dzień wcześniej wygłodzili. Przez ten dzień praktycznie nic się nie działo. Nie ma co go szczegółowo opisywać. Członka musiałem trzymać zaklejonego do góry co nie było komfortowe. Każde kolejne sikanie przebiegało coraz sprawniej. Ogólnie czułem się jakbym był po walce z Pudzianem. Wtedy żałowałem, że podjąłem się tego zabiegu. Wieczorem dostałem jakieś tabletki na ból i tyle. Dalej nie wiedziałem co się dzieje.

2 dzień po zabiegu.

Po tym wszystkim byłem pesymistycznie nastawiony i zdołowany, że nie mogę iść do domu. Na szczęście podczas obchodu dowiedziałem się, że dziś mnie wypisują. Natychmiast zadzwoniłem do ojca, aby mnie odebrał. Pani pielęgniarka wymieniła mi opatrunek i dokładnie wyjaśniła co mam robić. Kazała mi przez tydzień jak się nie mylę chodzić z członkiem przyklejonym do góry. Nie zbyt mnie to ucieszyło. Ponieważ uprawiam różne sporty zapytałem, czy mogę normalnie funkcjonować. Niestety, zabroniono mi na najbliższy tydzień. Kazano mi zapisać się również na wizytę kontrolną i zdjęcie szwów na miesiąc po zabiegu. Dlatego też zapisałem się na kolejny miesiąc na wizytę.

Dom.

W końcu w domu. Przecierpiałem bardzo dużo. Członka po 2 dniach zacząłem nosić normalnie w dół i niczym złym się to nie skończyło. Musiałem przez jakiś czas intensywnie dbać o penisa. Dostałem maść, naciągałem go i smarowałem co na początku było bardzo trudne. Gdy zsuwałem napletek do końca czułem ból więc się załamałem myśląc, że nie dość iż tak się poświęciłem to jeszcze zabieg nie wyszedł. Drugim poważnym problemem była nadwrażliwość żołędzia. Był naprawdę bardzo wrażliwy. Jednak nie ma co się martwić. Z biegiem czasu zahartował się i obecnie mogę go swobodnie dotykać. Trening czyni mistrza. U wielu czytałem o krwi podczas sikania itp. U mnie nie było takiego czegoś. Niektóre szwy zniknęły bardzo szybko. Minął tydzień i szwy rozpuszczalne zeszły. Zostały te nie rozkładające się. Z nimi było gorzej. Próbowałem ciągnąć podczas kąpieli co kończyło się bólem ale z biegiem czasu wypadły prawie wszystkie. Nadszedł dzień wizyty kontrolnej i ściągnięcia szwów. Pomyślałem sobie: po wizycie będę już w pełni wolny!!! Myliłem się. Pani powiedziała, że wszystko wygląda dobrze ale nie będzie mi ucinać szwów tylko z czasem same miały wypaść przy moim lekkim ciągnięciu ich w kąpieli. Nie zbyt wierzyłem w to, że wyjdą ale oczywiście zastosowałem się do poleceń. Po kilku tygodniach rzeczywiście wyjąłem ostatni kawałek szwu.

Moja opinia:

Obecnie mam w pełni sprawnego członka. Podczas wzwodu jednak jak pociągnę napletka do końca odczuwam lekki ból ale wcześniej było to nie wykonalne, więc efekty są. Myślałem jednak, że problem zupełnie zniknie. Nacierpiałem się naprawdę dużo. Niby jestem już w pełni zdrów, ale i tak zastanawiam się czy było warto to zrobić. Dużo osób pewnie powie: Na pewno warto, przecierpisz i z głowy. Mają trochę racji. Mi jednak na stałe pozostanie uraz do szpitali. To co tam przeżyłem wprowadziło mnie prawie w depresje. Radzę wam jednak się na to zdecydować. Może przesadzam, może wam pójdzie sprawniej. Na szczęście zdecydowałem się, mam to za sobą i mogę w pełni korzystać z możliwości członka. Jeśli w obecnym czasie masz dużo problemów na głowie to przeczekaj bo nie wytrzymasz psychicznie. Zabieg jak i jego skutki nawet jak wszystko przebiegnie pomyślnie znacznie wpływa na psychikę. I to na tyle. Mam nadzieję, że rozjaśniłem wam trochę to wszystko.




Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam