STULEJKA.COM                      
  10-12-2018 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Ethana, 17.08.2009 - Kraków

Witajcie!

Czerpałem z Waszej strony sporo informacji, pomyślałem, że czas się odwdzięczyć. Jak? Chyba najlepiej opisać moje przeżycia, a zatem do dzieła:

Diagnoza: krótkie wędzidełko (trochę zwężony napletek, ale stulejką bym tego nie nazwał, zresztą nie było to też robione)

Gdzie: Kraków, Ars Medica

Kto: Mirosław Fortuna

Kiedy: 17 sierpnia 2009

Stan obecny: Minęły dwa tygodnie, szwy wypadły wszystko się elegancko goi.

Ale jak mawiają po kolei (chciałem opisać wszystko bardzo dokładnie, jednak mając na uwadze, że kogoś to może nudzić podzieliłem je na punkty – skocz do tego, który Cie interesuje lub przeczytaj po kolei)

1. Początki

Do decyzji o zabiegu dojrzewałem powoli. Myślę, że głównym zapalnikiem było przejście mojej dziewczyny na antykoncepcję hormonalną i porzucenie prezerwatyw – zaczęło bardzo boleć. Tego, że miałem zbyt krótkie wędzidełko instynktownie się domyślałem: napletek zsuwał się bez problemu tuż poniżej żołędzi, jednak jakakolwiek próba ściągnięcia go niżej kończyła się bolesnym pociąganiem jej na dół. Dopóki używałem prezerwatyw było jeszcze powiedzmy ok. (w zależności od stopnia szaleństwa), jednak porzucenie condonów wiązało się zawsze z bólem podczas stosunku.

2. Decyzja

Pewnego dnia po prostu wpisałem krótkie wędzidełko w wyszukiwarce i oczywiście trafiłem tutaj – całkowicie potwierdziły się moje domysły. Przyznam się jednak, że nie wgłębiałem się w forum za bardzo (z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że te wszystkie zdjęcia tam umieszczane są być może bardzo pouczające, ale ze względu na zoom robią czasami dość upiorne wrażenie i wierzę, że mogą wystraszyć). Wyraźnie jednak, wszędzie było zaznaczone, mniej więcej takie równanie: Kraków + stulejka/wędzidełko = Ars Medica (Fortuna/Drabina). A zatem do boju

3. Umówienie się na wizytę

Jakoś tak wyszło, że umówiłem się do Fortuny, nie było to jakoś specjalnie zamierzone: mail z prośbą o wizytę, odpowiedź za kilka godzin z datą wizyty ustawioną na ‘za dwa dni’ i moje potwierdzenie. Generalnie jeśli chodzi o moje odczucia to ja nie mam jakiegoś problemu związanego ze wstydem, moja dziewczyna regularnie chodzi do ginekologa, to w końcu ja też raz mogę pójść do urologa. Poza tym to naprawdę nie jest !wydarzenie!. Gorzej jeśli chodzi o wizytę u lekarza w ogólności: białe kitle, strzykawki, wiertarki dentystyczne, zapach… dziękuję, poproszę krzesło bo mi słabo. No i ból… Nie jestem twardy , ale jako, że mam duży dystans do siebie to mi łatwiej (może też dlatego nie było u mnie problemu ze wstydem: dystans).

4. Pierwsza wizyta

Przyszedłem jakieś 10 minut wcześniej, bo tak wyszło, nie dlatego, żeby się nakręcać, żeby przyjść wcześniej i rozpoznać wrogie otoczenie: moja rada (możecie się nie zgodzić), jeśli się boicie to nigdy tego nie róbcie to jest tzw: efekt szyby w poczekalni w ośrodku egzaminacyjnym na prawo jazdy, przez którą z jednej strony widać parking i manewrujących adeptów, a z drugiej wiszących na niej, nawzajem się nakręcających i udzielających kretyńskich rad sobie nawzajem oczekujący – wszyscy obleją. Dzięki temu mogłem jednak poobserwować przy pracy drugiego urologa: dr. Drabinę, no poobserwować przy pracy to za dużo powiedziane, ale mogłem podejrzeć jakie robi pierwsze wrażenie na pacjentach: profesjonalista w każdym calu. Facet szalenie schludnie ubrany, troszkę taki biznesmen w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie woła z gabinetu: wychodzi po pacjenta, uścisk dłoni i wprowadzenie do gabinetu. Przy wyjściu odprowadzenie do recepcji, kolejny uścisk dłoni na pożegnanie, wyćwiczony i aktorski, ale jakże pomocny dla pacjenta uśmiech na pożegnanie. Powtórzę to raz jeszcze: profesjonalista.

Ale ja czekam na dr Fortunę. Wreszcie jest, spóźnił się 10 minut (dzięki czemu przeczytałem ‘Panią Domu’ w poczekalni), ale każdemu może się zdarzyć. Dr Fortuna to starszy lekarz, nie bije od niego taki prof. jak od Drabiny, ale ma bardzo sympatyczne usposobienie. Zaprosił mnie do gabinetu, kazał ściągnąć spodnie i slipki i położyć się. Obejrzał mojego ptaka i przyznał mi rację co do krótkiego wędzidełka, dodatkowo zapytał o czy mnie nie uciska napletek, bo mam lekkie przewężenie, na co ja, że boli mnie głównie wędzidełko, a czy coś jeszcze to się okaże po ‘wydłużeniu’ , uśmiechnął się i przyznał mi rację. Bardzo sympatycznie… przez 40 sekund… bo tyle trwała wizyta… bardzo sympatycznie za 80 złotych... A mnie się cholera zachciało iść na studia informatyczne J, ale wiadomo płaci się za wiedzę i doświadczenie, więc nie marudzić.

Dosyć istotna uwaga: Pan Drabina wymaga badań krwi za kolejne 80zł Pan Fortuna tych badań nie wymaga (wiem to z recepcji) -> wydaje mi się, że to może być dla niektórych z Was istotna informacja, jednak pamiętajcie proszę: nie jesteśmy lekarzami i nie nam to oceniać!

Zabieg za miesiąc, bo doktor jedzie na urlop.

5. Zabieg

Jak to ktoś wcześniej b a r d z o słusznie zauważył to nie jest TEN DZIEŃ, to nie jest dzień sądu ani końca świata -> ja wiem, że mi łatwo się teraz mówi, ale zaufajcie mi: nie nakręcać się i unikać efektu szyby w poczekalni w ośrodku egzaminacyjnym na prawo jazdy J (punkt 4 opowiadania). Tak! Byłem zesrany ze strachu związanego z bólem: ale tylko tak naprawdę z jednym momentem: zastrzyk znieczulający, potem będzie jak z płatka (i było). Jeśli czekacie i się bardzo boicie: spójrzcie na innych w kolejce: oni też mają miękkie nogi. Przede mną dwie wizyty kontrolne a potem ja. Wchodzę… a w środku pielęgniarka (i to nie jakaś gruba stara baba, tylko młoda, sympatyczna, w moim wieku, atrakcyjna kobieta – myślę sobie: ale jaja (zaraz zresztą jedną parę zobaczy)) – ale bardziej mnie ta sytuacja rozbawiła niźli krępowała. Doktor Fortuna kazał się rozebrać do skarpetek i ubrać sexi fartuch. „Proszę się mną nie przejmować” mówi pielęgniarka. „Pani wybaczy śmiałość, ale aktualnie przejmuję się czymś zgoła innym” (stoję już w samych skarpetkach bez fartucha), „A czym?” „Zastanawiam się po co doktorowi ta 20ml strzykawa z bardzo, bardzo długą igłą, którą Pani trzyma w swojej ręce”, „Woli Pan na żywca?”, „Yyyy a czy ta butelka obok to spirytus?” i już mi zaczął się ten błyskotliwy jak nie powiem co, ale żartobliwy dialog podobać, ale wrócił doktor Fortuna z powrotem i musiałem ubrać fartuch. Tak! Na widok tej strzykawki mój ptak prawie zniknął J. Doktor kazał się położyć rozwiązał fartuch nałożył blado-niebieską serwetkę (biorąc pod uwagę jak bardzo się bałem musiała być niezwykle twarzowa) z dziurką, ściągnął napletek, sięgnął po strzykawkę i… zaczął opowiadać... O czym? A no do końca to nie wiem, bo komizm sytuacji polegał na tym, że ja z ptakiem na wierzchu, wystającym przez dziurę od niebieskiej serwetki leżę na łóżku a Fortuna stoi nade mną, opowiada i żywo gestykuluje tą strzykawką w ręce, za która ja cały czas podążam oczami i głową – no jak o tym pomyślę to śmiać mi się chce. W końcu po kilku baaardzo długich minutach podeszła pielęgniarka wiedziona zdziwieniem co tak mało doktor zaciągnał do strzykawki znieczulenia, na co Fortuna odpalił, że „jest krótkie, ale będzie długie” „Aha spoko no to przyjdę później”. I cyk mi tą strzykawę w żołądź… Auu… naprawdę zabolało, to było bardzo nieprzyjemne i dałem o tym do zrozumienia lekarzowi bardzo wyraźnie! Fortuna natychmiast zmienił się w czułego dziadka („tak wiem dziecko, że Cię to boli”) – pełen profesjonalizm, szybkie cięcie (nic nie czujesz!) i szycie, i szycie i szycie (ile to jeszcze będzie trwało?) – 13 szwów: od znieczulenia do końca 30 minut. Zabolało raz, ale lekko: a to, dlatego, że jeden szew był daleko od miejsca znieczulenia. Podczas tej pół godziny doktor zabawia (dosłownie) rozmową i jest naprawdę bardzo sympatycznie. Potem natychmiastowe przejście do konkretów (krótka piłka): goimy z założonym napletkiem, robimy opatrunek, choć w przypadku wędzidełka to nie jest takie konieczne - żeby tylko nie zabrudzić slipek (opatrunek to taki condon z gazy - pokazuje jak go robić), po dwóch dniach ściągamy napletek i myjemy – moczymy w ciągu dnia w rumianku, sikamy z lekko ściągniętym napletkiem (chodzi oto moim zdaniem, żeby mocz za bardzo jeśli się da nie dostał się pod napletek), szwy same wypadną, jeśli Pan chce może Pan przyjść na wizytę kontrolną, ale nie musi Pan, jakby się coś działo to proszę dzwonić (dostaję numer komórki), jak będzie bolało, brać normalne tabletki przeciwbólowe, po wyjściu może Pan w recepcji poprosić o tabletkę przeciwbólową. Miesiąc bez sexu! Uścisk ręki i pa!

W recepcji zostawiamy 400zł i moja rada: bierzemy tabletkę (standardowy lek przeciwbólowy). Znieczulenie to lidokaina, dobre, ale krótkie: w drodze do domu po zabiegu w sklepie jak robiłem zakupy było niewesoło: głównie chyba z tego, że uwierały mnie szwy.

6. Po zabiegu

Przez te dwa dni wsuwałem ibuprom max (troszkę więcej niż wolno), bólu specjalnego nie było, ale non stop taki dyskomfort. Zmieniałem też ten opatrunek. Był troszkę przez te dwa dni zakrwawiony, ale nic strasznego. Dopóki nie krwawi cały czas to luz, ale pod napletkiem może się troszkę krwi zebrać, więc podczas sikania można mieć wrażenie, że na początku sika się krwią. Aha, nie miałem w ogóle problemów z oddawaniem moczu – nic mnie nie bolało. Cały czas towarzyszył mi jednak strach, spowodowany tym, że nie mogę tego myć a to w końcu miejsce, w którym wydawało mi się może dojść łatwo do jakiegoś zakażenia, albo coś. Na szczęście nic takiego się nie stało. Moja rada: nie pić nic na noc, co by zminimalizować prawdopodobieństwo porannego wzwodu.

Po dwóch dniach: pierwsze mycie, ściągnąłem napletek i… nie bolało! W moim przypadku może penis nie wyglądał cudownie, ale też nie przerażał jak na poniektórych zdjęciach na forum. Co ważne: napletek nie był spuchnięty i nie odkładała mi się nigdzie ropa! W ciągu minionych dwóch dni niespecjalnie się ruszałem i często zmieniałem opatrunki, oraz sikałem jak doktor kazał. Myciem na trzeci dzień bym tego nie nazwał raczej, wystraszony, polałem to delikatnie, ale obficie wodą. Na trzeci dzień była też kąpiel w rumianku (przygotowanie jak herbaty). Do letniego wywaru (w czym Wam tam wygodniej przygotowanym) wsadzić ptaka, a potem ściągnąć napletek i trzymać. Ja nie trzymałem długo, ale często robiłem takie moczenie. Starałem się zawsze po oddaniu moczu, to trochę uciążliwe, ale moim zdaniem to klucz do sukcesu. Od tego momentu przestałem jeść ibuprom.

Czwartego dnia dwóm szwom mówmy ‘papa’. I od tego momentu codziennie jeden/dwa szwy wypadały, ale zdarzały się też dni, że nic nie wypadło. Co ważne moczyłem w rumianku aż do wczoraj, kiedy to pozbyłem się ostatniego szwu.

Problem: jeden szew trochę zarósł skórą z góry: węzełek był obok jednak z węzełka wychodzą dwa kawałki szwu i jeden z tych kawałków właśnie zarósł. Szew nie chciał wypaść, ale delikatnie, bez bólu wczoraj się go pozbyłem. Niestety została blizna na całej długości wędzidełka, ale mam nadzieje, że z biegiem czasu się polepszy (nie jest to jednak specjalnie jakiś problem).

7. Konkluzja

Czy warto było? Pewno, że tak. Czy bolało? Zastrzyk. Czy teraz boję się u dentysty? Nie!

Zaznaczam, że dr Fortuna jest świetny!

I na koniec moja psychologiczna rada: „zróbcie” to razem z dziewczyną opowiadajcie jej o tym i niech Was wspiera! Bo bez Niej byłoby mi bardzo trudno. Za jej pomoc, ciepło i pocieszanie duże buzi (kochanie jeszcze tylko dwa tygodnie) :*.

p.s. Jeśli macie jakieś pytanie możecie zawsze napisać do mnie private message, postaram się w wolnej chwili odpowiedzieć.

Pozdrawiam i dziękuję ‘kam’ za stronę!

Ethan




Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam