STULEJKA.COM                      
  16-12-2018 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Pierre, 07.2007 - Poznań

Doświadczenie Pierre`a, lipiec 2007 r.

Na wstępie pragnę bardzo gorąco podziękować autorom strony stulejka.com. Dzięki informacjom zamieszczonych na stronie, w tym doświadczeniom innych użytkowników, zdobyłem się na odwagę i rozprawiłem z problemem stulejki raz na zawsze. Ale po kolei. Mam 35 lat (aż wstyd się przyznać). Moje podejrzenia, że coś nie jest w porządku z moim penisem pojawiły się już w szkole podstawowej. Analiza świerszczyków, które wyszperałem w domu moje podejrzenia jeszcze bardziej ugruntowały. Młodych czytelników informuję, że w tamtych czasach świerszczyki i filmy porno można było przywieźć tylko z Zachodu, a internetu jeszcze nie było.

Na początku szkoły średniej zmusiłem się i o problemie napomknąłem mamie. Usłyszałem, że problem trzeba będzie rozwiązać i na tym sprawa ucichła. Nie miałem chęci dalej tego tematu drążyć z uwagi, że było to dla mnie bardzo krępujące. Znałem 3-ch urologów, jednak się nie przemogłem i odpuściłem. Jakoś fakt posiadania stulejki zbytnio mi nie przeszkadzał (teraz ściemniam). Tak minęła szkoła średnia, studia i ileś tam lat pracy. W dobie powszechnego dostępu do internetu natknąłem się na stronę stulejka.com. Było to jakieś dwa lata temu. Tyle też czasu mnie zabrało analizowanie zawartości strony i podjęcie męskiej decyzji. Umówiłem się telefonicznie z doktorem na wizytę. Pełen obaw pojechałem do Poznania, oddalonego od miejsca mojego zamieszkania jakieś 130 km. Z pomocą mapy odnalazłem Centrum Medyczne „Gajowa”. W recepcji miła pani założyła mi kartę i kazała poczekać w kolejce do doktora. Przede mną było jeszcze kilku gości, którzy również oczekiwali na jego przybycie. Nerwowe oczekiwanie i już - moja kolej. Doktor się ze mną przywitał. Potem padło pytanie jaki mam problem. Odpowiedziałem, że mam stulejkę. Dr kazał położyć mi się na kozetkę i sunąć spodnie. Następnie zsunął napletek i po chwili potwierdził u mnie stulejkę (pełną). Nie było to dla mnie zaskoczeniem – od dawna o tym wiedziałem. W czasie spoczynku mogłem do końca zsunąć napletek, natomiast w czasie erekcji w cale. Doktor zaproponował zabieg oszczędzający napletek i korektę wędzidełka (plastykę). Następnie narysował flamastrem na napletku jak to będzie wyglądało po zabiegu. Powiadomił mnie również o innej alternatywie, na jaką mogę się ewentualnie zdecydować, a mianowicie na obrzezanie. Wahałem się, którą opcję wybrać. Wstępnie wybrałem plastykę ale zastrzegłem możliwość zmiany decyzji. Dr wyznaczył termin zabiegu za tydzień. Poinformował mnie również o kosztach zabiegu - 1200 zł.

Przygotowania do zabiegu rozpocząłem już dwa dni przed terminem. W ruch poszła golarka, choć sam doktor powiedział, że nie jest to konieczne, ale mile widziane. W dniu zbiegu byłem cały w nerwach. W oczekiwaniu na zabieg to się robiłem blady to czerwony. W końcu przyszła moja kolej. Wszedłem do gabinetu. Po powitaniu z doktorem przeprowadziłem krótką rozmowę i podjąłem ostateczną decyzję - obrzezanie. Nad tym krokiem rozmyślałem cały czas od pierwszej wizyty, czytając także informacje z forum. Dr powiedział, że jeżeli nie mam obiekcji natury psychicznej (obawa, że ktoś mnie nazwie żydem lub, że koledzy mogą się ze mnie wyśmiewać jak będę brał prysznic) to jest to najlepsze rozwiązanie. Następnie położyłem się na stole operacyjnym, zsunąłem spodnie i podciągnąłem koszulkę. Dr nałożył chustę z otworem na małego. W dalszej kolejności przygotował znieczulenie (miałem miejscowe). Ukłucia igły nie były bolesne, tylko jeden raz, jak to ja sobie nazwałem centralne w żołądź trochę zabolało. Potem już nic nie czułem. Od doktora nie odgradzała mnie żadna kurtyna (parawan). Nie patrzyłem, a nawet nie próbowałem parzyć jak przebiega zabieg. Leżałem sobie na stole jak niemy posąg wpatrzony w sufit. W tle leciała muzyka, dr się uwijał. Na końcu założył (jak się później dowiedziałem) szwy nierozpuszczalne. I to był koniec zabiegu. Sam zabieg trwał około 40 minut. Po oczyszczeniu małego z krwi dr kazał mi się podnieść a następnie pokazał jak ma wykonywać opatrunek. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem jak wygląda mój „nowy” klejnot, a wyglądał dobrze choć pojawiła się już lekka opuchlizna. Po założeniu opatrunku małego ułożyłem do góry, nałożyłem slipy (ciasne – aby się nie przesuwał) i spodnie. Dr wypisał receptę i poinstruował mnie o sposobie opieki nad „pacjentem”. Ponadto uprzedzony zostałem, że będę miał krwiaka (od znieczulenia), który z czasem zniknie. W razie jakiś wątpliwości lub problemów miałem kontaktować się telefonicznie lub wysłać SMS-a. Z możliwości tej nie korzystałem (nie było takiej potrzeby). Na zdjęcie szwów miałem wyznaczony termin za 2 tygodnie. Pożegnałem się z doktorem i udałem się do domu.

W drodze powrotnej po około 2-ch godzinach znieczulenie przestawało działać i pojawił się niewielki dyskomfort. Łyknąłem 2 tabletki przeciwbólowe pyralgin i było OK. Wieczorem po raz pierwszy po zabiegu oddałem mocz (dla wygody do umywalki), bez zdejmowania opatrunku (ujście cewki moczowej było odsłonięte). Opatrunek udało mi się nie zamoczyć. Późnym wieczorem łyknąłem jeszcze 2 tabletki przeciwbólowe (bardziej zapobiegawczo niż z potrzeby) i położyłem się spać. Noc przebiegła spokojnie. Poranna erekcja nie była problemem. Pierwszy dzień po zabiegu minął dobrze pomimo, że byłem w pracy. Na szczęście pracę mam bardziej biurową niż terenową a od poniedziałku rozpoczynałem 3 tygodniowy urlop. Starałem się jak najmniej pić płynów aby nie chodzić do WC. Opatrunek trochę zamoczyłem ale nie zmieniałem. Opatrunek miałem zmienić dopiero po 2-ch dobach od zabiegu bez względu na to czy go zamoczę, czy też nie. Wieczorem obłożyłem zabandażowanego małego woreczkami lodu, tak ażeby nie zmoczyć opatrunku a uzyskać efekt schłodzenia. Była to czynność jednorazowa. Druga noc a w zasadzie poranek nie należał do najprzyjemniejszych. Pojawiające się kilkakrotnie erekcje wywoływały niewielki ból (ciągnięcie szwów). Próbowałem z nimi walczyć przykładając zimne przedmioty do jąder – z miernym skutkiem. Może najlepszy byłby do tego celu lód ale nie chciało mi się biegać za każdym razem do lodówki. Ścisły opatrunek ograniczał wielkość erekcji. Następnego wieczoru po raz pierwszy zmieniłem opatrunek. Mały był lekko opuchnięty ale wglądał nieźle. Płynem odkażającym rany spryskałem małego, osuszyłem i posmarowałem miejsca cięcia maścią przepisaną przez doktora. Następnie nałożyłem jałowy opatrunek (jałowy kompres z gazy) i dosyć ciasno owinąłem bandażem półelastycznym oraz dodatkowo przylepcem. Kolejne 3 dniu i noce nie różniły się od siebie. Po 4-tej dobie opuchlizna ustąpiła. Mały wyglądał dobrze. Przez ten cały czas penisa w slipach nosiłem ułożonego do góry (tak przez dwa tygodnie). Piątego dnia po zabiegu po raz pierwszy mogłem wziąć prysznic (co nie oznacza, że wcześniej się nie myłem) i wyszorować mydłem małego. Ta czynność nie należała do najprzyjemniejszych z uwagi na nierozpuszczalne szwy, które kuły. W zmianie opatrunku zmieniło się tylko to, że zaprzestałem smarowania maścią miejsca cięcia. I tak to się działo przez 2 tygodnie – do dnia zdjęcia szwów. Erekcje w tym czasie stały się mniej uciążliwe a krwiak (powstały po znieczuleniu miejscowym) zniknął.

Po dwóch tygodniach od dnia zabiegu pojechałem do doktora na zdjęcie szwów. Miałem pewne obawy, ponieważ niektóre szwy się pochowały. Po wejściu do gabinetu i przedstawienia krótkiego sprawozdania z przebiegu leczenia zostałem skierowany na stół operacyjny. Po zdjęciu opatrunku i popsikaniu płynem odkażającym dr zabrał się do ściągania szwów. Zdejmowanie niektórych szwów (ukrytych – wrośniętych) było trochę bolesne. Po ich zdjęciu dr ponownie założył opatrunek, który miałem nosić tylko do następnego dnia. Dr stwierdził, że wszystko jest w porządku (ja miałem takie samo odczucie) i zalecił stosowanie maści na blizny. Z opcji dwóch specyfików wybrałem żel na blizny (dermatix żel 15 g – cena 120 zł), który stosuję dwa razy dziennie. Blizny po tym żelu mają się spłaszczyć i wygładzić.

Drugi raz byłem na wizycie kontrolnej po kolejnych 2-ch tygodniach - przy okazji. Dr stwierdził, że wszystko jest OK. i mogę teraz małym robić co zechcę.

Jestem już 5 tygodni po zabiegu i pomału widzę efekt smarowania blizn. Nadwrażliwość żołądzia na dotyk się zmniejszyła, aczkolwiek przejechanie po nim ręcznikiem frotte jest nadal nieprzyjemne. Na początku miałem problem z nadwrażliwością (skóra była sucha i trochę się łuszczyła) i dla złagodzenia dyskomfortu smarowałem żołądź oliwką dla dzieci. Problemem po zabiegu było również oddawanie moczu – duży rozprysk strumienia w różnych nieprzewidywalnych kierunkach. Po zdjęciu opatrunku i szwów wszystko wróciło do normy tylko zasięg strumienia jest nieco większy niż przed zabiegiem.

Mam nadzieję, że moja przydługa, nudnawa historia komuś w jakiś sposób pomoże. W każdym bądź razie z perspektywy czasu żałuję, że tak długo zwlekałem. Wszystkim, którzy borykają się jeszcze z problemem stulejki radzę udać się do lekarza. Nie ma sensu odwlekać tego na później - to nic nie da. Problem sam się nie rozwiąże. Powodzenia.

Pozdrawiam Pierre


Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam