STULEJKA.COM                      
  16-12-2018 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Piotrka, 13.09.2007 - Warszawa

Nazywam się Piotrek, mam 15 lat. O tym, że miałem stulejkę, dowiedziałem się dość niedawno. Zaczął mi przeszkadzać fakt, że miałem problemy z oddawaniem moczu (z penisa robiło mi się coś w rodzaju balonu). Poza tym mój członek wyglądał inaczej niż u panów na filmach erotycznych. Szczęśliwym trafem znalazłem się na stulejka.com i dowiedziałem się co mi jest. A teraz przejdę do właściwej części mojego opowiadania :)

No więc wybrałem z rodzicami jeden z warszawskich szpitali (przy ul. Kopernika) i pod koniec czerwca zapisałem się do chirurga na wizytę. Pani chirurg spróbowała ściągnąć mi napletek (trochę na siłę) i stwierdziła, że mam całkowitą stulejkę i że będzie trzeba zrobić korekcję napletka (nie obrzezanie, juhu! :D). Dodatkowo stwierdziła, że znamię, które miałem w okolicach łonowych też trzeba usunąć. Termin zabiegu: 13 września 2007, do szpitala miałem zgłosić się dzień wcześniej z wynikami badań (morfologia i mocz bodajże)

12 września

No więc tego dnia nie poszedłem do szkoły. W szpitalu pojawiłem się około godziny 13 i musiałem do 17 czekać na wolne łóżko. Radzę wziąć ze sobą dużo rzeczy do czytania, jakąś konsolę do gier czy cokolwiek, żeby mieć się czym zająć, bo w szpitalu czas leci strasznie wolno. Pielęgniarka dała mi jeszcze dwie jednorazówki do golenia żeby ogolił sobie owłosienie łonowe. Trzeba to podobno zrobić bardzo dokładnie. Cóż, w ogóle nie wiedziałem jak się do tego zabrać, ale jakimś cudem mi się udało (z pomocą wody i mydła). No i około 22 położyłem się spać, a usnąłem jakoś po północy (na sali było jeszcze z 8 osób, z czego część to osoby dość głośne, którym się wyraźnie nudziło).

13 września

No i w końcu nadszedł dzień operacji. O dziwo, zszedł ze mnie cały stres i nie denerwowałem się operacją. No i rzeczywiście naprawdę nie warto się denerwować. Około godziny 10 dostałem niebieską tabletkę przed operacją (o potocznej nazwie "głupi jaś"). Podobno powinno było mi się kręcić w głowie ale nic takiego nie czułem. Po prostu czułem się trochę bardziej zrelaksowany. Przemiłe pielęgniarki zawiozły mnie na łóżku na salę operacyjną. Pamiętam, że jeszcze sobie z nimi żartowałem i byłem uśmiechnięty. Kazały mi przenieść się na drugie łóżko, położyć na plecach i od razu dały mi maseczkę z narkozą. Po trzech wdechach poczułem się trochę dziwnie, a po pięciu po prostu "odpłynąłem". Ciekawe uczucie - nie trzeba się go bać. Dalej nic nie pamiętam aż do chwili gdy się obudziłem (w momencie, gdy zacząłem jechać na salę pooperacyną). Poleżałem trochę pod kroplówką (miałem już wbity wenflon, który zresztą nie bolał). Członek w ogóle mnie nie bolał, nawet go jeszcze nie czułem.

Przewieźli mnie z powrotem na salę i leżałem (nie wstając) aż do 17, kiedy przyjechali do mnie rodzice.

Zachciało mi się siku i poszedłem do toalety. Ptaka miałem całego owiniętego w gazie. Trochę bałem się tego momentu, ale co tam - brawurowo odwinąłem i odkleiłem opatrunek no i... przeraziłem się oczywiście widokiem opuchlizny i szwów. Sikanie w ogóle nie bolało. Byłem oczywiście zadziwiony silnym stumieniem moczu :) Napletek miałem mieć cały czas ściągnięty, bo przez opuchliznę nie można było go jeszcze wciągnąć. Od pielęgniarki otrzymałem nową gazę namoczoną rivanolem (rivanol to bardzo ważny specyfik ;), którą owinąłem wokół mocno spuchniętego penisa.

Pierwsza noc była całkowicie nieprzespana, bo nie dostałem niczego przeciwbólowego ani na sen (pamiętajcie! o wszystko trzeba cały czas prosić pielęgniarki!). Dodatkowo pierwszy wzwód był dość bolesny. Przez trzy kolejne dni musiałem mieć cały czas ściągnięty napletek, co opóźniało gojenie i zmniejszanie się opuchlizny. Dodatkowo żołądź była nadwrażliwa. Trochę mniej bolało, gdy przykładałem sobie lodu i moczyłem opatrunek rivanolem. Poza tym każde pójście do łazienki było pewnego rodzaju wydarzeniem, bo trzeba było odklejać plastry, zdejmować opatrunek, potem po sikaniu znowu zakładać (co nie jest takie do końca proste) i przyklejać. Jeszcze jedna niezwykle ważna rzecz - żeby wszystko się dobrze goiło trzeba trzymać członka do góry.

W końcu pani chirurg zdecydowała, że można wciągnąć napletek i zaleciła parafinowanie żołędzi (żeby napletek lepiej ślizgał się po żołędzi). Kazała też codziennie wielokrotnie zsuwać i wsuwać napletek.

Wyszedłem ze szpitala dopiero 19 września. Żeby wszystko się ładnie goiło i do końca zeszła opuchlizna dowiedziałem się, że trzeba mieć ciągle jak najdłużej napletek na górze, mieć opatrunki z rivanolem, trzymać ptaka do góry i porządnie go myć.

Dzisiaj gdy piszę tę relację jest 20 września i szwy jeszcze mi się nie rozpuściły, jednak z każdym dniem jest coraz lepiej i jestem dobrej myśli. Nie odwlekajcie zabiegu usunięcia stulejki, naprawdę warto przemęczyć się te kilka dni, by mieć potem wszystko w porządku! Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę powodzenia!


Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam