STULEJKA.COM                      
  18-10-2019 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Piotrka, 05.06.2007 - Warszawa

Piotr 21 lat, dzień 19 maja 2007, Ciechanów

O tym, że mam stulejkę, wiedziałem jak większość z nas już od kilku lat. Mianowicie od 7. Nigdy mi to nie zbytnio przeszkadzało aż do czasu, kiedy zaczynałem być coraz starszy. Zacząłem się tym tematem bardziej interesować, czytać artykuły, itp. W końcu trafiłem na stronę stulejka.com, gdzie wszystko było jasno wytłumaczone i opisane, zdałem sobie sprawę, że bez zabiegu się nie obejdzie. Jak powszechnie bywa były ważniejsze rzeczy od tego: szkoła, praca i przede wszystkim strach. Od jakiegoś czasu zacząłem mieć problemy z siusianiem, bardzo często musiałem odwiedzać łazienkę. Miałem już tego dość i postanowiłem i iść do pobliskiego szpitala. Zadzwoniłem do państwowego urologa i umówiłem się na wizytę prywatną w szpitalu. Następnego dnia wybiła godzina i poszedłem. Lekarz zapytał mnie, jaki jest problem, więc powiedziałem, że mam stulejkę i że napletek ściąga się wyłącznie w stanie spoczynku, a w stanie wzwodu nie jest to możliwe. Założył rękawiczki i sam spróbował: zrobił to szybko i boleśnie. Ja rzadko ściągałem napletek, więc wolałbym, aby on zrobił to powoli. Powiedział, że według niego jest wszystko ok, a jak mam problemy to żebym poćwiczył w gorącej w wodzie w wannie, do tego przepisał mi jakiś lek, który – jak się później dowiedziałem na forum - okazał się niepotrzebny. Lekarz dodał jeszcze radosnym głosem, że gdy to nie pomoże, będę jak Żyd i wtedy mam się zgłosić do szpitala. Wyszedłem i wróciłem do domu. Po kliku dniach ponownie zacząłem czytać: tym razem szczegółowo, aby dowiedzieć się wszystkiego o stulejce. Jednak zostawiłem to w spokoju i minął rok. Na stronie stulejka.com był ranking lekarzy i wybór padł na profesjonalistę - dr Perdzńskiego z Warszawy. W końcu się odważyłem i zadzwoniłem po południu w sobotę 19 maja, powiedziałem, w czym jest problem i zaprosił mnie na wizytę w środę następnego tygodnia.

dzień, środa 23 maja 2007

Wstałem rano trochę zestresowany przed wizytą, do Warszawy mam 100km, więc wyjechałem wraz z moją ukochaną, która starała mnie się wspierać. Naturalnie podczas jazdy nic mi się nie podobało ani nie miałem apetytu. Znaleźliśmy ulicę i zaparkowaliśmy, weszliśmy do budynku przy ul.Nowogrodzkiej, byliśmy 15 min przed czasem i chwilę posiedzieliśmy w poczekalni. Serce o mało mi nie wyskoczyło i oczekiwałem aż Pan Dr wyjdzie. W końcu wyszedł punktualnie i podał mi rękę, usiadłem na krzesełku i trochę ochłonąłem, zapytał mnie ponownie, w czym jest problem, a za chwilę, żebym pokazał, więc ściągnąłem slipy i spojrzałem w sufit, Pan Dr wziął go w rękę i delikatnie ściągnął do połowy, zaznaczając, że wędzidełko jest za krótkie, ubrałem się i ponownie usiadałem na krzesełko. Następnie zapytał mnie, czy wolałbym obrzezanie czy plastykę, powiedziałem, że oczywiście, że plastykę oraz że chciałbym, żeby to wyglądało jak najbardziej naturalnie. Ucieszył się z wyboru i powiedział, że jednak gdy jest przykryty to jest lepiej, ponieważ jest to delikatny narząd. Opowiedział o zabiegu, że będzie trwał około 1.5h-2h, bo „nie ma się co spieszyć” - tak stwierdził. Było także o kosztach: 1600 zł. + wizyty, każda 100zł a było ich 4. Zgodziłem się i umówiliśmy się na zabieg za 2 tyg.

dzień, wtorek 5 czerwca 2007

Przyjechałem wraz z ukochaną do przychodni WAT, w której pracuje Pan Dr. Znajduje się ona na ul. Kartezjusza 2 na Bemowie. Zaparkowałem samochód i zaczęliśmy powoli iść, ponieważ byliśmy 30 min przed czasem. Po wejściu do przychodni spojrzeliśmy na plan i szliśmy do góry aż znaleźliśmy pokój 249, obok którego była sala zabiegowa.Czas bardzo szybko leciał, a ja robiłem wszystko, by go wydłużyć. Wybiła 11.00, czyli czas zabiegu. Nikt nie wychodził zaa drzwi, o czym Pan Dr mi wspominał, żeby w takim wypadku chwilę poczekać, bo może mieć inny zabieg. Była 12.05 zacząłem sobie myśleć, że może nie przyjdzie, a ja przyjadę za tydzień. To oczywiście ze strachuJ. O 12.10 ktoś złapał za klamkę, a serce zaczęło mi mocniej bić, wyszedł jakiś inny Dr wraz z pacjentem, po chwili wyszedł i mój Dr ubrany w zielony fartuch. Usiadłem na krzesełko i załatwiliśmy sprawy finansowe: 1200zł wziął Dr, a 400zł musiałem wpłacić w kasie przychodni, zapytał mnie, czy chce coś wiedzieć przed zabiegiem, powiedziałem, że chyba już wszystko wiem i poszedłem do kasy. Dr zapytał, czy przeszedłem z ochroną, a ja że tak, mój ochroniarz, czyli moja ukochana czekała na mnie, czytając książkę, a ja szybko pobiegłem do kasy i ostatni raz się wysiusiać, wróciłem szybko i od razu wszedłem do Sali Zabiegowej. Drugi Dr powiedział, abym rozebrał się za kotarą i ułożył się wygodnie na łóżku, a następnie wsunął mi pod tyłek sporą blaszkę, która prowadziła do jakiegoś urządzenia. Po ułożeniu zaczął przygotowywać narzędzia oraz nastawił światło, mój Dr zaczął od ściągnięcia napletka w celu usunięcia nagromadzonej mastki, której było sporo. Nie było to przyjemne, ponieważ rzadko tam zaglądałem, tylko od czasu do czasu w celu usunięcia tej mastki, przez to żołądź zrobił się bardzo wrażliwy, o czym Dr powiedział. Następnie posmarował mnie czymś żółtym chyba to odkażania.

Drugi Dr rozkładał takie zielone prześcieradła wokół od pasa w doł, po chwili rozwiesił kotarę i tyle ich widziałem. W sumie to dobrze, bo za bardzo bym się stresował, panowie dr przysunęli sobie taborety i siedzieli na przeciwko, założyli takie maski, z czego chciało mi się śmiać, bo były zabójcze jak w filmie Hostel.

Dr poinformował mnie, że przygotowuje znieczulenie, a ja odpadłem, żeby tylko nie bolało, powiedział, że to najcieńsza igła, jaką ma i że w ogóle nie będzie bolało, ale jakoś nie chciało mi się w to wierzyć po tym, jak czytałem opisy innych stulejkowiczów. Czekałem chwilę, czując bardzo delikatne ukłucie, jakby mnie ktoś dotknął szpilką, okazało się, że to było trzecie także odetchnąłem z ulgą. Dr zapytał czy czuje coś, powiedziałem, że chyba tak jakieś muśnięcie, widocznie nic nie czułem, bo obaj Dr zabrali się do pracy.

Mijały minuty, leciała muzyczka z Radia Zet, a ja patrzyłem sobie w sufit i zastanawiając się, czy już się zaczęło, nie czułem prawie nic - tylko ręce Dr opierających się o moje nogi. Dr pytał mnie się regularnie, czy jest mi wygodnie i czy nie boli, mówiłem, że wszystko ok. Minęły wiadomości w Radiu Zet, których pilnie wysłuchałem i kilkanaście piosenek, które podśpiewywałem w myślach, czułem się naprawdę dobrze.

Przy zakładaniu szwów czułem jakieś „sznurowanie”, ale w ogóle to nie bolało. Po kilkunastu minutach zapytałem, czy już koniec i Dr odparł, że tak, drugi dr zaczął sprzątać i zrobili mi opatrunek. Na samym końcu dopiero odsłonili kotarę, spojrzałem w doł i zauważyłem zawiniętego kolegę. Dr poinformował, że pokręci mi się w głowie chwilę i gdy mi przejdzie mogę wstać i się ubrać, po chwili więc wstałem i zacząłem się ubierać. Mój Dr poszedł do pokoju obok, a ja się ubrałem podziękowałem temu i poszedłem do niego. Powiedział mi, jak się nim opiekować i umówiliśmy się na wizytę za 2 dni.

W czasie powrotu zepsuł się samochód: mianowicie rozrusznik, po odpaleniu auta musiałem wstąpić gdzieś do łazienki zmienić opatrunek i się wysiusiać, padło na Arkadię, bo była po drodze, kupiłem gazę i taśmę i udałem się do łazienki, po zdjęciu opatrunku przestałem mieć dobry humor i się przeraziłem, bo kolega wyglądał jakby ktoś go młotkiem walnął: troszkę krwi oraz spora opuchlizna, wróciłem szybko do domu i odpocząłem.

Z każdą godziną było coraz lepiej. Noc przespałem niespokojnie, miałem kilka razy wzwód, który opanowałem, ale najważniejsze, że NIC nie bolało.

Dzień, czwartek 7 czerwca 2007

Wizyta przebiegła bardzo szybko, bo trwała około 10min , Dr odsłonił żołądź, co sprawiło mi lekki dyskomfort, ponieważ był to pierwszy prawdziwy raz kiedy ujrzał on świat, jak sam powiedział „urodził się na nowo” , następnie przemył mi jakimiś lekami szwy i założył nowy opatrunek. Zalecił mi 2x dziennie polewanie parafiną ciekłą, na następną wizytę umówiliśmy się na poniedziałek, kiedy opuchlizna miała już zniknąć.

Dzień, poniedziałek 11 czerwca 2007

Faktycznie opuchlizna zniknęła i nie ma po niej żadnego śladu, Dr ponownie posmarował kolegę rożnymi lekami i za kilka dni mają zacząć wypadać szwy. Następna wizyta za tydzień.

Dzień, poniedziałek 18 czerwca 2007

W tygodniu pękł mi jeden szew podczas wzwodu oraz kilka wypadło (ze 3-4), zrobiła się mała rana, ale należało ją wymoczyć w rumianku i się powoli zagoi. Wizyta przebiegła tak, jak ostatnia: „przegląd” oraz smarowanie lekami, następne spotkanie dopiero po wypadnięciu szwów za ok. 2 tygodnie.

30 dni później…

Spotkanie się z Dr się nie odbyło, ponieważ nie miałem chwili czasu, a poza tym Dr wyjechał na urlop do 1 września. Prawie wszystkie szwy mi wypadły tylko 2 ostatnie wyciągnąłem sam, czuję się bardzo dobrze, żołądź jest już zahartowany. Wystarczyły tylko 2 wizyty pod prysznicem i strumień wody załatwił sprawę. Wszystko zagoiło się bardzo ładnie i przyjemnie. Obecnie żołądź w większości czasu jest odsłonięty, po nałożeniu napletka w czasie spoczynku przykrywa on 85% żołędzia. Mój kolega, a teraz już wielki przyjaciel, jest już w pełni sprawny.

Dziękuję twórcom strony za rozwiązanie mojego problemu, bo dzięki nim znalazłem mojego Dr.

Zachęcam wszystkich stulejkowiczów, by nie zwlekali z tym problemem, bo nie warto!. Pozdrawiam!


Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam