STULEJKA.COM                      
  16-07-2019 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Zaniepokojonego, 19.05.2006 - Wrocław

Witam

Chciałbym podzielić się z wami moimi doświadczeniami związanymi z usunięciem stulejki.

Na początku składam podziękowania autorom tej strony – to dzięki Wam zdecydowałem się na zabieg.

O tym, że mam stulejkę wiedziałem od kilku lat. Jednak bez przerwy znajdowałem różne powody aby odłożyć ten problem na później. Zdecydowałem się na radykalne działania dopiero w wieku prawie 24 lat. Zmusiły mnie do tego niepokojące zmiany w wyglądzie mojego wacka –tzn. w ciągu ostatnich 5 miesięcy przed zabiegiem napletek w wzwodzie zaczął się zawężać – drastycznie zmniejszył się prześwit – zostały może 3-4mm (czasem były nawet problemy z sikaniem).

W moim mieście jest oddział urologiczny, ale lekarze tam pracujący nie należą do „godnych zaufania”, dlatego wybór padł na Wrocław w którym kończyłem studia. Po lekturze tej stronki i forum wybrałem klinikę Multimedica i dr Beldę. Na wizytę umówiłem się telefonicznie – termin był za tydzień.

Wizyta:

Klinika wyglądała jak z amerykańskiego filmu, obsługa miła – nie to co publiczna służba zdrowia. Po chwili czekania doktor zaprosił mnie do gabinetu. Chwila rozmowy – powiedziałem co i jak, doktor zaprosił mnie na leżankę – złapał wacka (który był maksymalnie skurczony ze strachu) i próbował ściągnąć napletek. Nie dało rady – diagnoza: stulejka całkowita. Doktor zaczął rysować schemat budowy napletka i przedstawił propozycję zabiegu – albo plastyka napletka, albo obrzezanie (częściowe lub całkowite). Decyzje mogłem podjąć później. Zabieg mógł być wykonany bezpłatnie (klinika ma umowę z NFZ) ale dopiero za 5 miesięcy, dlatego zdecydowałem się na prywatną usługę (koszt 600zł).

W rejestracji ustaliłem termin zabiegu (3 tygodnie później) na 19-05-2006 – mogło być szybciej ale był długi weekend majowy i mi pasowa tylko piątek.

Okres od wizyty do zabiegu zleciał mi szybko. Dwa dni przed zabiegiem pojawiło się zdenerwowanie, które nasiliło się w dniu zabiegu. Zabieg miałem mieć o godzinie 15, dlatego mając do przejechania 140km wyjechałem o 11. Niestety we Wrocławiu z racji remontów stałem ponad 2 godziny w korku i do kliniki wpadłem równo o 15 (samochód zostawiłem kilometr wcześniej bo nie dało rady jechać).

Zabieg:

W klinice wszyscy już na mnie czekali. Zaprowadzono mnie do pokoju, gdzie miałem zrzucić ubranie i przebrać się w stylowy zielony fartuszek oraz ubrać swoje kapcie o których zabraniu ze trzy razy pielęgniarka wcześniej przypominała. Sala operacyjna – nowa, elegancka z profesjonalnym sprzętem, do tego gra sobie muzyczka. Położyłem się na stole – ręce skrępowała mi asystentka doktora przy pomocy tego fartucha – tak mi je ułożyła na piersi żebym nic nie widział i nie mógł się bronić. Wacka przykryła płachta materiału – on sam wystawał przez dziurkę (żeby włosy nie przeszkadzały – nic wcześniej nie przycinałem). Najboleśniejsza była dla mnie dezynfekcja żołędzi przy pomocy jodyno-podobnego płynu. Nie był to klasyczny ból ale coś tak nieprzyjemnego, że aż bolesnego. Leżąc na stole zdecydowałem, że chcę mieć plastykę a nie obrzezanie. Za chwile przyszedł doktor ze strzykawką. Zaczął mnie zagadywać i znienacka wbił igłę w wacka. Jak się później okazało – 4 lub 5 razy. Po kilku uszczypnięciach lekarza, nic nie bolało, ale cały czas czułem nieprzyjemny dotyk (nadwrażliwość żołędzi – przecież nigdy nie widziała światła zewnętrznego). Zabieg, doktor z asystentką umilali mi rozmową – ale im więcej gadaliśmy tym mnie bardzie bolało, więc po kilku minutach milczeliśmy. Zabieg trwał około 40 minut. W trakcie zabiegu okazało się, że wędzidełko jest za krótkie – zostało przy okazji przedłużone. Po zabiegu doktor pokazał mi jak mam ściągać napletek, po czym owinął wacka w opatrunek. Posiedziałem chwilkę na sali, po czym przebrałem się i po 15 minutach opuściłem klinikę.

Dojście do samochodu poszło sprawnie i bezboleśnie – znieczulenie jeszcze trzymało, miałem uczucie jakby mi małego odrąbali. Po kilku minutach jazdy zaczęło pobolewać – skończyło się znieczulenie. Najgorzej było na dziurach, z których Wrocław słynie. Na wylotówce z miasta musiałem 2 razy się zatrzymać bo myślałem że krwawię albo że coś jest nie tak. Zakupiłem tabletki przeciwbólowe i zażyłem od razu dwie – pomogło. Do domu dojechałem w miarę bez bólu.

Chodzenie i siedzenie było dość bolesne – szwy niemiłosiernie kłuły żołądź. Pod wieczór nastąpiła pierwsza próba sikania – poszło sprawnie – bez bólu, poleciało kilka kropel krwi. Przy okazji zamoczył się cały opatrunek – wywaliłem go, a po konsultacji telefonicznej z doktorem nie zakładałem nowego. Podstawą szybkiego zejścia opuchlizny miały być ciasne majtki i wacek ułożony do góry - tak też robiłem, choć z reguły wacek zsuwał się grawitacyjnie do pozycji poziomej.

Spanie nie należało do najprzyjemniejszych – trzeba spać na plecach, a ja nigdy tego nie robiłem. W sumie mało spałem a rano obudziłem się z bólu bo wacek próbował stanąć.

DZIEŃ 1 (po zabiegu):

Po ciężkiej nocy nastał pierwszy dzień ćwiczeń. Zgodnie z zaleceniami lekarza miałem od dzisiaj ćwiczyć napletek – ściągać go w 4 seriach po 10 razy. Na sucho nic nie szło, a po lekkim zmoczeniu wodą szło lepiej, ale tylko do poziomu szwów. Opuchlizna była dość spora a na spodniej stronie wacka (w miejscu wkłuć) pojawił się spory siniak. Dopiero wieczorem pod prysznicem udało mi się, z wielkim bólem ściągnąć napletek prawie do końca. Do tego żołądź była tak wrażliwa że każdy dotyk wywoływał chęć biegania po suficie. Wieczorem trochę bolało wiec na noc zażyłem tabletkę przeciwbólową. Przez cały dzień starłem się nie ruszać – w czasie chodzenia szwy kłuły, to samo przy siadaniu. Najlepiej ułożyć wacka tak żeby nic nie bolało i jak najdłużej siedzieć/leżeć w miarę bez ruchu.

DZIEŃ 2:

Poranny wzwód definitywnie zakończył próby dłuższego spania. Niestety opuchlizna (zwłaszcza na początku napletka) się powiększyła. Przy porannych próbach ściągania napletka dałem radę ściągnąć tylko kawałek - nawet nie do poziomu szwów. Po rozmowach z innymi kolegami z forum trochę poprawił mi się nastrój. Ale z mocniejszymi ćwiczeniami dzisiaj dałem sobie spokój. Dopiero wieczorem pod prysznicem dałem radę ściągnąć kawałek za szwy. Kupiłem w aptece rivanol i po każdym sikaniu przemywałem głównie okolice szwów (doktor w sumie polecał tylko wodę, ale dla spokoju zastosowałem rivanol). Na noc ponownie apap, bo strasznie kuło.

DZIEŃ 3:

Opuchlizna nadal się nie zmniejsza, podobnie siniaki. Rany się goją – wokół szwów pojawiło się takie białe coś – ale to naturalny efekt gojenia się ran. Poranne ćwiczenia napletka idą najciężej. Cały czas brak postępów – daję radę ściągnąć napletek tylko do połowy (do szwów). Wieczorem z bólami dałem rade ściągnąć prawie do końca ale tylko w górnej części. Bałem się pociągnąć mocniej od spodu (coś tam blokowało) w obawie przed zerwaniem szwów na wędzidełku. NA noc profilaktycznie apap.

DZIEŃ 4:

Ta noc była najgorsza ze wszystkich – co chwilę się budziłem z bólu, tabletka nic nie pomogła. Opuchlizna jakby się zmniejszyła, ale ten siniak na spodzie wacka dość mocno kłuje. Po wizycie w łazience zacząłem mieć mega-doła. Wraz ze zmniejszającą się opuchlizna, zmniejszył się także prześwit napletka. Ćwiczenia idą bardzo boleśnie – tak jak drugiego dnia. Do południa dałem rade tylko do szwów. Po rozmowach na forum przystąpiłem do ostatecznego ataku. Znieczuliłem się dwoma apapami i browarem i z godzinę walczyłem w wannie z napletkiem – w końcu się udało – żołądź w całej okazałości po raz pierwszy w historii ujrzała światło dzienne. Jeszcze kilka razy dla wprawy ściągnąłem napletek do końca. Do wieczora utrzymywał się dość spory ból – kolejna tabletka na noc.

DZIEŃ 5:

Najspokojniejsza noc jak dotychczas. Po ciężkich popołudniowych i wieczornych ćwiczeniach pobudka nastąpiła dopiero nad ranem. Ptaszek próbował się poderwać do lotu. Wokół szwów już prawie nie ma opuchlizny (jest blado), siniak od spodu się zmniejsza, przez noc nie poleciała nawet kropelka krwi – co było normą wcześniej. Ćwiczenia napletka idą coraz sprawniej – szybciej, mniej boleśnie (choć rano przed pierwszą serią zażyłem kolejną – ostatnią tabletkę). Podjąłem pierwszą, dłuższą próbę opuszczenia chaty. Wcześniej byłem tylko w sklepie, a dziś byłem u znajomych – na początku dość powoli szedłem ale po kilkuset metrach da się przyzwyczaić.

DZIEŃ 6:

Noc spokojna, ale obudziło mnie straszne pieczenie. Puścił (wypadł) szew (nierozpuszczalny) pod wpywem wzwodu. Po za tym wszystko w porządku. Opuchlizny brak, siniaka prawie nie widać, ćwiczenia idą coraz sprawniej mimo porannych oporów.

DZIEŃ 7:

Kolejna spokojna noc. Obudziłem się nawet na brzuchu – znaczy że wszystko wraca do normy. Poranne ćwiczenia jak zwykle są najtrudniejsze, najwolniejsze i z takim dziwnym ukłuciem – ale po tradycyjnych mękach daje radę. Odpadły kolejne szwy – w sumie ze 4 i wszystkie obok siebie – w ich miejscu zrobiło się zaczerwienienie ale dr stwierdził że jak nie leci ropa to jest ok.

DZIEŃ 8:

Po kilku spokojnych dniach jest źle – dużo większa opuchlizna, pełno krwi po nocy. Przy porannych ćwiczeniach boli jak nigdy, do tego leci krew ze szwów a od strony wędzidełka prawie fontanna. Nocne wzwody musiały narobić szkód. Dopiero koło południa wszystko zaczyna wracać do normy – nie krwawi. Później jeszcze sączyło się coś przeźroczysto-żółtego (nie ropa). Do wieczora względny spokój.

DZIEŃ 9:

Noc z kilkoma kroplami krwi i tego płynu. Żołądź jest cała pomarszczona – zaczął schodzić z niej naskórek. Opuchlizny ponownie brak, ćwiczenia idą coraz sprawniej.

DZIEŃ 10:

Zdjęcie szwów: doktor prosi o demonstrację wacka – powoli odciągam napletek, a doktor – niech pan się położy. Złapał mi wacka i kilka razy szybko ściągnął i nałożył napletek – nic nie bolało. Lekarz stwierdził że chodzi jak po maśle, wszystko zagojone jak trzeba i poprosił asystentkę o zdjęcie szwów. Obawiałem się tego, ale okazało się że nie potrzebnie. Większość szwów była poluzowana – wyszły bezboleśnie, a pozostałe bolały tyle co uszczypnięcie. Po wyjściu z klinik poczułem się jak nowonarodzony – zero bólu, mogłem w końcu normalnie chodzić. Na tą wysuszoną żołądź dr polecił mydło nawilżające lub oliwkę dla dzieci – pomogło, po kilku dniach przestała się skóra łuszczyć.

Kolejne 2 tygodnie upłynęły mi na ćwiczeniach napletka we wzwodzie. Przez pierwsze dni szło to dość opornie – na początku tylko do połowy, potem więcej i więcej. Gdzieś po 2 dniach od zdjęcia szwów ściągnąłem do końca we wzwodzie – był lekki problem z powrotem ale jakoś dało radę. Nadwrażliwość żołędzi na dotyk zmniejszała się z każdym dniem. Blizny także się zmniejszały i uelastyczniały. Choć nawet dzisiaj jak odciągam – to w momencie kiedy blizna z lewej strony musi się „wywinąć do góry” czuję takie ukłucie. Przez pierwsze dwa tygodnie napletek schodził tylko za żołądź. Potem w spoczynku rozciągał się na trzonie (nie sam - ciągnąłem mocniej), a we wzwodzie na czasem zejdzie tylko za żołądź a czasem częściowo się rozkłada. Przez miesiąc od zabiegu nie mogłem sikać z całkowicie odciągniętym napletkiem. Po mocnych skupieniach w końcu się nauczyłem.

Z perspektywy 2 miesięcy od zabiegu stwierdzam że naprawdę warto było. Mam nadzieję że choć jednej osobie pomogę się zdecydować. Jedyne czego żałuję to że czekałem z tym zabiegiem tak długo – nie popełnijcie tego błędu.

Jeszcze raz dziękuje autorom tej strony, oraz chłopakom z forum – w szczególności Chris, Nobody, pipi i bartek626.

Zabieg 19-05-2006

Multimedica Wrocław, dr M. Belda

Plastyka napletka + wydłużenie wędzidełka w znieczuleniu miejscowym


Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam