STULEJKA.COM                      
  18-10-2019 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Rafała, marzec 2006 - Kraków

Hello, mam 21 lat. Od dawna wiedziałem że z moim 'ptakiem' jest coś nie tak, ale dopiero ten wspaniały wynalazek o nazwie Internet oświecił mnie:) - to była stulejka, średnio zaawansowana, nie mogłem spuścić napletka ani we wzwodzie ani w zwisie. od 18 roku życia

próbowałem się jakoś umówić na operację, ale zawsze to odkładałem na później, z różnych powodów. Dzięki tej stronce dowiedziałem się, że w Krakowie jest znany i lubiany przez stulejkowiczów pan dr Fortuna, więc nadszedł dzień kiedy bez namysłu sięgnąłem po telefon i umówiłem się na "przegląd arsenału". Wreszcie to zrobiłem - już nie było odwrotu.

Wizyta u Pana Fortuny była króciutka, obejrzał ptaszysko i powiedział, że to sprawa względna, ale i tak wiedziałem, że trzeba zoperować. Szybko umówiłem się na zabieg, jakieś 2 tygodnie po tej wizycie. 60 zeta zabuliłem niestety, trudno.

Dzień zabiegu. Z godziny na godzinę coraz bardziej zestresowany, przyszedłem pół godziny przed wyznaczoną godziną - 16. Próbowałem się odprężyć grając w gierki na swoim komie, ale to nie takie proste...wreszcie pan dr przyszedł i "pan to do mnie, widzę to po minie" od razu wiedziałem, że z nim będą jaja. Przeszedłem do pokoiku gdzie się rozebrałem i ubrałem w operacyjny fartuszek, po czym pielęgniarka zaprosiła mnie na łóżko :). "Proszę się odprężyć" - taa, jasne. No nic, zaczęło się od przygotowania małego do operacji, następnie dostałem znieczulenie. Praktycznie nie bolało nic, kilka ukłuć. Po czym Pan dr zaczął mnie ciachać, nic zupełnie nie czułem. Krojenie napletka to krótka chwila, lwią część operacji stanowi zszywanie. Na początku znieczulenie było idealne, nic kompletnie nie czułem, ale z czasem było coraz więcej nieprzyjemnych niespodzianek. Było czuć ukłucia, choć da się to wytrzymać, ale jednak wolałem sobie jeszcze dodać ze strzykawki. I największy ból to było to jedno z kolejnych znieczuleń, dość mocne ukłucie. Ponadto przez cały czas żołądź, która była pierwszy raz na wolności, również była bardzo bolesna. Operacja stała się trochę pod koniec nieprzyjemna, więc zakończenie jej było dla mnie ulgą. Trwała około 40 minut, w tym

ostatnie 15 było trochę bolesne, ale do przetrwania (gorszy jest dentysta :). Na koniec tylko umycie z krwi, i zobaczyłem go. Wbrew pozorom widok nie był taki przerażający, bardzo opuchnięty napletek, a po zsunięciu ukazał się żołądź, z "naszyjnikiem" ze szwów. Tak jakby

dookoła jego były te malutkie kokardki. Dr pokazał mi jak się robi opatrunek, poinstruował co mam robić. Poszedłem się ubrać i tyle. WIEEELKA ulga, że to wreszcie zrobiłem, choć było znacznie boleśniej niż oczekiwałem. W domku byłem już po pół godzinie.

Teraz jestem tuż po operacji, zamierzam postępować zgodnie z instrukcjami pana Fortuny. Dopisze relacje co się dzieje z małym za tydzień:).

--------

Dzień po operacji już jakieś 3 razy ściągałem napletek i przemywałem rumiankiem, ale nawet tak nie bolało. 2 dnia było już gorzej, rano raz udało mi się ściągnąć, ale wieczorem okropnie bolało, to były szwy. 3 dnia miałem lekki kryzys, cały dzień przesiedziałem w domu i nic nie

piłem, unikałem WC:) Przy ściąganiu napletka, szwy tak jakby cały czas były po wewnętrznej stronie i nie mogłem się do nich "dostać". 4 dzień był przełomowy - wreszcie udało mi się porządnie ściągnąć napletek do samego końca, tak ze były widoczne wszystkie szwy. Miałem pójść do urologa na kontrole, tzn. sam tak chciałem jeszcze dzień wcześniej, ale zrezygnowałem, po prostu mi się nie chciało:). od tego dnia, ściągałem napletek tylko raz dziennie rano, bo wtedy już tak jakby sam schodził, jak się budziłem to polowa żołędzia była na wolności. Każdego następnego dnia, tj. 5, 6 i 7, bezproblemowo ściągałem rano napletek i

przemywałem szwy. Dnia 5 wypadł mi pierwszy szew :) a opuchlizna znacznie zmalała. Musze wspomnieć, ze najbardziej nieprzyjemna rzeczą w tym wszystkim było zakładanie napletka po myciu, kiedy to szwy okropnie kuły. Dziś jest dzień 7 po zabiegu i jest już naprawdę wielki postęp. Szwy wypadają, opuchlizna schodzi. Zdecydowanie jestem szczęśliwy :)

Nie wahajcie się.




Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam