STULEJKA.COM                      
  15-08-2020 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Boy'a - 21.02.2006 - Olsztyn

Boy z Olsztyna

Szczerze powiedziawszy to do wizyty u lekarza nie skłoniła mnie ta strona. Zrobiła to moja kochana dziewczyna, bez której pewnie jeszcze długo nie zdecydowałbym się na wizytę u lekarza. Jednak tuż przed i te wszystkie dni po, gdy odnalazłem tą stronę w sieci, była moją ostoją i wciąż czytałem o tym, jak znoszą to inni. Czasem wznosiła mego ducha, czasem go pogrążała, ale była naprawdę bardzo pomocna.

Wieczór, dzień przed zabiegiem, był dość stresujący. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Przeczytałem wtedy jedną, może dwie wypowiedzi ludzi na temat operacji i byłem w miarę spokojny, ponieważ opisywali całą tą operację jako bezbolesną sprawę. Zdecydowałem się nie wydawać kasy i poszedłem do urologa w olsztyńskiej poliklinice. Bardzo fajny facet, naprawdę. Ach, byłbym zapomniał... wieczorem, dzień przed operacją powiedziałem rodzicom dokąd idę, gdyż lekarz uprzedził mnie że będę mógł zostać na noc w szpitalu. Zwykle nie zwierzam się z problemów staruszkom, ale tym razem było warto, Takie rzeczy się nie ukryją.

Ranek tego pamiętnego dnia. Jadę zestresowany autobusem, zmierzając nieubłaganie w stronę polikliniki. W plecaku mam wezwanie do szpitala. Nic nie jadłem, jestem zestresowany. Na miejscu przyjmuje mnie pani w izbie przyjęć. Miło jest. Po pierwszym wywiadzie i podpisaniu jakiegoś papierka przychodzi po mnie kolejna pani i zabiera do przebieralni. Ona to dopiero jest miła. Widząc że się stresuję zagaduje mnie sympatycznie i pociesza. Gdy już się przebrałem zaprowadziła mnie na oddział urologiczny. Mnie stres już prawie całkiem zjadł. Boję się, gdyż tak zwykle reaguję na fakt, że ktoś mnie zaraz będzie kroił. Na miejscu naprawdę sympatyczne panie pielęgniarki mnie przyjmują, krótki wywiad robią o dietach, żółtaczkach, itp., pobierają krew, mierzą ciśnienie. Wreszcie jedna z nich prowadzi mnie do pokoju numer cztery i każe tam poczekać. Czekam. Czekam. Czekam. W końcu przychodzi lekarz. Lekarz to koleś z poczuciem humoru i w ogóle taki fajny z niego gość. Powiedział, że wchodzimy na salę operacyjną jak tylko będzie wolna. Leżę i czekam. Mówię wam, powinno się zabrać kogoś do tego czekania, jeśli się stresujecie, bo to dużo pomaga. Przynajmniej mi pomogło, bo w pewnym momencie moja mama wpada na oddział i mówi, że nie mogła wytrzymać w pracy bo też się stresowała tak jak ja. Hehe. To sobie pogadaliśmy trochę. W końcu przyszedł lekarz i powiedział że o 13 sala będzie wolna. Poszedł. Spoglądam na zegarek. Jest jakoś po 10. Byłem tu od 8.00. No nic. Trzeba czekać. Leżę, stresuję się, ale mama mnie pociesza i jest lepiej. W końcu nadszedł czas. Przynieśli mi pidżamę i każą się w nią przebrać i wskakiwać na wózek... taka procedura podobno. Wiozą mnie na wózku w kierunku sal operacyjnych. Wjeżdżamy do śluzy. Jak na jakimś filmie. Czekamy tam aż przyjedzie łóżko. W końcu nadjeżdża. Zielone łóżko, naokoło kilka kobiet w zielonych wdziankach z zielonymi zasłaniaczami ust. Ostro. Wygląda jak na jakiejś wielkiej operacji. Leżę i widzę przesuwający się sufit. Kurcze, nerwowo się robi, dojeżdżamy na salę. Sala też cała zielona. Coraz bardziej nerwowo. Przychodzi lekarz, patrzy na nie, widzi że się stresuję mocno i mówi żeby mi coś na uspokojenie oprócz znieczulenia dać. Ale pani co miała to zrobić poszła już na inną operację się okazało. No to mój wspaniały lekarz postanowił sam poszukać innej pani anestezjolog. I to naprawdę miło z jego strony. Przyszła pani, przywiązała mi obie ręce, założyli mi coś do mierzenia ciśnienia i kroplówkę z czymś na relaks. Lekarz w końcu wstrzykuje mi znieczulenie. Och, ach, bolało! Z doświadczeń innych wyczytałem że to wcale nie boli więc byłem zaskoczony. Stresować się zacząłem jeszcze bardziej. Później jeszcze jeden zastrzyk, i kolejny. (w końcu miałem drobnego krwiaka od tych zastrzyków, ale to podobno się zdarza). I zaczyna się. Kroją. A ja mam zasłonięte na szczęście pole widzenia, patrzę w sufit, rozmawiam z panią anestezjolog, a w tym czasie mnie kroją. I niestety, muszę powiedzieć, że wszystko czułem. I to dość dokładnie czułem. Tak czułem że byłem cały zbolały, Bardzo nieprzyjemny ból, choć do zniesienia. Najprzyjemniejszą częścią operacji było szycie. Tylko szycia nie czułem nic a nic. Reszta bolała! W końcu nieprzyjemna część, lekarz zakłada mi cewkę moczową żeby mi się lepiej goiło wszystko i wiozą mnie na oddział. Ależ to nieprzyjemne dla mnie było uczucie mieć tak wsadzoną tą rurę w ptaka. Zostałem na noc w szpitalu. Całą operacja trwała jakieś 20-30 minut. Później czasem trochę czułem, ale było dobrze i spokojnie. Wieczorem obejrzałem sobie ligę mistrzów. Akurat Real dostawał po tyłku od Arsenalu. Noc była bardzo nieprzyjemna, ponieważ nie mogłem jakoś zmusić się do snu z tą cewką moczową. Jakoś koło 2 w nocy poprosiłem oddziałową o tabletkę przeciwbólową, dostałem dwie, łyknąłem i trochę pospałem na szczęście. Rano przyszedł doktor żeby zdjąć ten cały sprzęt. Mówił że nic nie boli wyciąganie tej rury, więc spoko. Wyciąganie rury nic nie bolało, ale to jak zmieniał opatrunek i coś tam psikał i kombinował to mocno bolało. Najbardziej z ten całej imprezy. Jeszcze jakieś 20 minut walczyłem z bólem. W końcu przegrałem, krzyczałem trochę, dostałem najpierw coś przeciwbólowego, a potem uspokajającego. W końcu przestało boleć. Poleżałem jeszcze chwilkę i pędem do domu. Przyjechał po mnie tatko samochodem.

Pierwsze trzy dni były fatalne. Byłem załamany. Lekarz zupełnie się nie wysilił i nic mi nie opowiedział. Nie wiedziałem jak ma się goić, co robić, ani czy mogę chodzić, czy mam leżeć, nic. Dał mi tylko wypis ze szpitala i receptę na której było napisane jak używać antybiotyku przeciw zakaźnego i tego spreju przeciw zakaźnego. Używałem jak kazał. Leżałem trzy pierwsze dni w łóżku.

Noce były dość koszmarne, bo się budziłem mniej więcej co jedną lub dwie godziny czując ból podczas wzwodów nocnych. Nic ciekawego. Nie lubiłem spać. Okładałem szybko lodem i to trochę pomagało.

Czwarty dzień był lepszy już, zacząłem wstawać nie tylko do łazienki, lecz sobie pochodziłem, posiedziałem, ogólnie było lepiej. Obmyłem ptaka wodą utlenioną.

Piąty dzień. No siedzę sobie już spokojnie, jeszcze nie chodzę za dużo, nie odważyłem się wyjść na dwór. Znów myłem wodą utlenioną ptaka.

Szósty dzień był lepszy. Na następny dzień postanowiłem pójść do lekarza na kontrolę niezapowiedzianą bo się martwiłem czy to dobrze wszystko się goi. Założyłem najszersze dresy mojego brachola, bo sam niestety żadnych nie posiadam i poszedłem na krótki spacer. No nie było tak źle. Ptak owinięty wyjałowioną gazą z żołędziem do góry w ciasnych majtkach i do przodu. Ale chodziłem dziwnie i powolnie. Noce oczywiście wciąż tak samo uciążliwe, lód to jedyna nadzieja moja.

W końcu poszedłem do lekarza. Pokazuję jak to wygląda, a on na to ściągnij napletka resztkę. Patrzę na niego jak na australijski totem. Nic mi nie mówił że trzeba. Boli i nie ściągam mu mówię. A on na to, że trzeba żeby się wszystko udało. Och.. no to wracam do domu i się cały dzień stresuję niemiłosiernie, że przecież nie ściągałem i że będzie źle. W końcu przełamuję się wieczorem, wchodzę do wanny, po pół godziny moczenia się w końcu to robię. I co? I prawie bezboleśnie pierwszy raz w życiu widzę żołędzia w stanie spoczynku. Od razu lepiej.

Za dwa dni poszedłem na zdjęcie szwów. Oczywiście przez ten czas wieczorami się moczyłem i ściągałem skórę, żeby się dobrze zagoiło. W końcu lekarz zabiera się za wyciąganie szwów. Poszedłem tam na miłą wizytę a okazało się że to znów dość mocno boli. Się napociłem tam, lekarz zostawił mi dwa szwy jeszcze, bo powiedział że wyjmowanie ich by mnie bolało dużo bardziej niż do tej pory i mi oszczędzi bólu, niech same wyjdą w kąpieli kiedyś. Ech, całe szczęście nie mam już szwów (no oprócz tych dwóch). Śpi się dużo lepiej, odkąd ściągnąłem po raz pierwszy napletek. A po wyjęciu szwów to już w ogóle elegancko się śpi. Tylko jak się zsunie napletek to potem czasami zostaje na całą noc zsunięty a to jakoś tak mnie swędzi mocno. Poza tym boli trochę jak się ściąga napletek jeszcze, ale czuję te rany na nie zagojonej jeszcze do końca i spuchniętej skórze. Jak się wszystko zagoi to mam nadzieję że będzie dobrze już.

Teraz jest dziesiąty dzień od operacji, jest już dużo lepiej, w końcu chodzę w sztruksach. Jeszcze jest spuchnięty trochę, noszenie w ciasnych majtkach wygniata mego ptaka, dlatego daję mu przerwy w ciągu dnia i gacie zdejmuję J. Ale już jest lepiej. Za tydzień mam iść na kontrolę do lekarza, na razie myć ptaka dokłądnie i tyle. Mam nadzieję że już wkrótce zejdzie opuchlizna, bo właśnie dziś przyjechała do mnie moja ukochana dziewczyna J. Szkoda, że się jeszcze nie zagoiło. Już się nie mogę doczekać pierwszych testów. Haha. Wszystkim mówię tak: Ten zabieg dla mnie to było dużo cierpienia i załamania, ale warto było cierpieć żeby pozbyć się tej przeklętej stulejki. Dlatego zachęcam do rozwiązania tego problemu jak najszybciej. Zebrać siły na tydzień cierpienia, zacisnąć zęby i w końcu pozbyć się tego uciążliwego problemu. Ja zdecydowałem się na zabieg bezpłatny w państwowej poliklinice. Może prywatnie mniej boli, nie wiem. Ale tak czy inaczej w końcu z uśmiechem na ustach mogę powiedzieć, że było warto.




Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam