STULEJKA.COM                      
  24-05-2022 Wesprzyj Nas | Napisali o nas | Dedykacja  


Stulejka w teorii
Czytelnia
Literatura

Stulejka w praktyce
Doświadczenia
Zdjęcia
Leki
Adresy gabinetów

Inne schorzenia
Wędzidełko
Skrzywienie prącia

Inne
FAQ
Forum
Znalezione w sieci
Warto znać
Penis
Leczenie impotencji
Leki na potencję
Zaburzenia erekcji
Przedwczesny wytrysk
Choroby weneryczne
   w Internecie      stulejka.com 


DOŚWIADCZENIA

Doświadczenia Roberta, 14.02.2006 - Wejherowo

Do zabiegu zbierałem się parę ładnych lat. Nie miałem większej potrzeby gdyż dotychczasowy seks był udany, a i moja stulejka nie robiła mi jakiś szczególnych problemów. Dopiero moja obecna połówka zwróciła uwagę że trzeba zrobić z tym porządek bo inaczej seks nie będzie taki sam. Ponieważ bardzo mi na niej zależy zgodziłem się na wizytę u urologa. Jestem typowym przypadkiem u którego występuje stulejka i za krótkie wędzidełko. Nie napawało mnie to radością gdyż nigdy nie byłem w szpitalu, a tym bardziej u urologa. Generalnie boje się zabiegów chirurgicznych, powiedzmy sobie szczerze że w szpitalu nie byłem jako pacjent nigdy.

Na wizytę u urologa byłem umówiony w piątek wieczorem. Pan doktor (zastępca ordynatora) okazał się być miłym panem który bardzo szybko zauważył moje zdenerwowanie. Wyjaśniłem w czym jest problem, opowiedziałem jak wygląda mój penis w spoczynku i wzwodzie. Tu bardzo ważna rada: nie bójcie się mówić jaki macie dokładnie problem. To bardzo ważne gdyż penis wygląda inaczej w spoczynku, a inaczej wzwodzie i nie każdy lekarz jest w stanie zgadywać ten fakt. Doktor kazał opuścić spodnie i położyć się, założył rękawiczki i oglądał mojego malca przez jakieś 3 0 sekund poczym kazał się ubrać. Szybko wytłumaczył mi gdzie jest problem i jaki zabieg wchodzi w grę. Opcji było kilka, a decyzja należała do mnie. Na szczęście zgadzaliśmy się w kwestii tego co chce osiągnąć i w jaki sposób. Pan doktor szybko powiedział że zabieg może być za tydzień… i tu doznałem szoku gdyż nie byłem przygotowany na tak szybki rozwój sytuacji. Kolejnym szokiem było to że musze zostać na noc po zabiegu… Tak czy owak zgodziłem się na wszystko bo końcu to lekarz jest profesjonalistą i sam wie najlepiej co robi.

Po kilku dniach zaczęły przychodzić mi do głowy pytania które to zapomniałem zadać w trakcie mojej pierwszej wizyty. Chodziło o wiele spraw – od seksu poprzez sport, a skończywszy na higienie. Spisałem wszystkie dręczące mnie pytania i pojechałem do lekarza. Ten znalazł dla mnie 5 minut i wyjaśnił mi wszystko cierpliwie odpowiadając nawet na najgłupsze pytania. Po tej rozmowie wszelkie moje wątpliwości zostały rozwiane, a i stresu zdecydowanie ubyło.

Na zabieg stawiłem się o 7.30 tak jak mnie poproszono. Zarejestrowałem się i po 15 minutach już byłem na oddziale urologii przebierając się w wygodny dres. Przywitały mnie bardzo miłe pielęgniarki z którymi cały czas sobie żartowałem. Zabieg jak sobie przypominałem miał być o 9.30. Zaprowadzono mnie do bardzo ładnego pokoju z dwoma łóżkami. Mój współlokator okazał się bardzo miłym i rozmownym człowiekiem. Dzięki niemu zapomniałem o stresie przed zabiegiem. O godz. 8.15 zjawiła się po mnie pielęgniarka z informacją „idziemy do golenia". Za pierwszym razem nie skapowałem o co chodzi, ale potem szybko do mnie dotarło o co biega. Dostałem gustowną piżamkę z wycięciem na plecach i pomaszerowałem do pokoju zabiegowego. Tam siostra nim się obejrzałem kazała się rozebrać, położyć się po czym przystąpiła do golenia miejsc intymnych. Cały czas w trakcie golenia żartowaliśmy sobie. Byłem pod wrażeniem zdolności fryzjerskich gdyż pielęgniarka zrobiła to w 30 sekund. Sytuacja była niecodzienna, ale dzięki miłej atmosferze obyło się bez kolejnego stresu. Po ogoleniu udałem się do pokoju gdzie oczekiwałem na zabieg. W międzyczasie pielęgniarka pobrała mi krew. O 8.30 zjawiła się siostra z łóżkiem mówiąc „jedziemy". Wtedy dotarło do mnie że pomyliły mi się godziny i zabieg miał być o 8.30, a nie o 9.30 jak mi się wydawało. Ułożyłem się na łóżku i zostałem zawieziony na sale operacyjną. Nie było to miłe uczucie dla osoby która widziała sale operacyjną tylko na filmach i w TV.

Na sali kazano mi się ułożyć na stole operacyjnym. Miła Pani anestezjolog poinformowała mnie co będzie mi robić. Założono mi welfron (dojście dożylne) i podłączono do aparatury analizującej rytm serca. Od razu okazało się że serce z nerwów wali mi tak szybko że potrzebuje coś na uspokojenie. Poprzez założony welfron wpuszczono mi do krwiobiegu uspokajacza który wywołał u mnie błogi spokój i rozluźnienie. Po chwili zjawił się pan doktor i powiedział że zaraz wróci tylko się umyje do zabiegu. Zaraz potem zostałem „ odsłonięty" i rozpoczęło się odkażanie miejsca które będzie poddane zabiegowi. Było to dziwne uczucie gdyż spryskano mi całe podbrzusze i krocze . Najpierw było to zimne, a potem zaczęło przyjemnie grzać. Po paru chwilach pan doktor powiedział że zaraz zrobi znieczulenie – dwa zastrzyki w podstawę prącia i że może to lekko zaszczycać, ale pewnie nic nie poczuje … tak też było, właściwie nic nie poczułem. Dosłownie po 1 minucie nic nie czułem w kroczu – dosłownie jakbym tam nic nie miał. Pan doktor rozpoczął zabieg, ale przedtem powieszono mi gustowną firankę tak abym nic nie widział – i dobrze bo nie każdy lubi widok zbliżającego się w swoje krocze skalpela.

W trakcie zabiegu nic nie czułem tak gdzie bym tego nie chciał. Przez cały czas zabiegu rozmawiałem z anestezjolog która okazała się być bardzo miła. Zabieg trwał 45 minut. Jednak nie ma róży bez kolców… w trakcie zabiegu okazało się że mój mały spuchł niemiłosiernie i trudno było odszukać pierścień do usunięcia. Jednak jak się potem okazało doktor wykonał kawał dobrej roboty. Również niestety pod koniec znieczulenie przestawało działać i prawie poczułem jak doktor robi trzy ostatnie szwy. Nie mogę powiedzieć że było to miłe, ale zdarza się. W trakcie zabiegu poinformowałem o dyskomforcie i zabieg zakończono jak najszybciej. Doktor poinformował mnie że założony został podwójny opatrunek uciskowy, poinstruował jak się zachowywać przez najbliższe 24 godziny i jak oddawać mocz. Na łóżku zostałem wywieziony do mojego pokoju szpitalnego. Tam ułożyłem się w pozycji jakbym rodził i czekałem, aż pojawi się to co nieuniknione – dyskomfort i ból po zabiegu. W momencie gdy zjawiły się niepożądane objawy od razu zjawiła się pielęgniarka z proszkiem przeciwbólowym. Niestety proszek zawierał salicylany na który byłem uczulony. Pod ręką miałem Ibuprom Max który skutecznie pomógł mi na kolejne 4 godziny. Około godziny 13.00 nastąpił moment krytyczny – zachciało mi się siusiu. Ten pierwszy raz naprawdę jest najgorszy. Opatrunek uciskowy, opuchlizna, lekki ból i ciągła uwaga żeby nie zamoczyć opatrunku powodowały że tego siusiania nie zapomnę do końca moich dni. Mój mały wyglądał jak serce dzwona. Cienki a na końcu zakończony mega opatrunkiem. Około 14 zjawił się pan doktor który powiedział że wszystko wygląda OK i że zabieg na pewno się udał. Zasugerowałem że skoro mieszkam 10 minut stąd to może da rade mnie wypisać do domu. Lekarz dał mi wytyczne i powiedział że zostanę wypisany, ale dopiero o 17.00. Tak też się stało. O 17.00 udałem się do domu i tu doczekałem pory wieczorowej kiedy to przyszło spać. Przez cały czas poruszałem się w wygodnych szerokich, płóciennych spodniach które w żaden sposób nie uciskały mojego małego. Okazało się że da rade spać na brzuchu i na plecach, ale w rozkroku. Niestety w trakcie nocy pojawiły się wzwody. Nie było to miłe, a wręcz koszmarne. To była nieprzespana noc pełna nerwów i bólu. Jak się okazała nad ranem przyczyną wszystkiego był opatrunek. Nie był on źle założony, po prostu opuchlizna zeszła w rekordowe 18h po zabiegu i opatrunek zsunął się stymulując mojego malca. Ten nie pozostają dłużny zaczął wstawać i nieszczęście gotowe. Nic się nie stało, skończyło się na strachu, ale bólu było co niemiara. Trzeba uzmysłowić sobie że założone szwy wbijały się w żołądź oraz inne tkanki. Nie należy to do przyjemności. Aby opanować niekontrolowane wzwody wyobrażałem sobie tematy z życia które zupełnie mnie nie podniecały. Każdy ma swój sposób i warto go wypracować przed zabiegiem.

Następnego dnia zdjąłem opatrunek i obejrzałem malca. Był lekko spuchnięty i obolały. Według zaleceń lekarza moczyłem go w ciepłej wodzie z szarym mydłem. Rozwiązanie takie zapewniało komfortową dezynfekcje. Ciepła woda koiła ból szare mydło dezynfekowało. Na początku dwukrotnie moczenie penisa w wodzie nie należało do przyjemności gdyż ściąganie pociętej i zszytej skóry bolało. Po dwóch dniach moczenia rozpocząłem ściąganie napletka celem rozruszania malca. Około 6 dnia samo rozpuszczalne szwy zaczęły wypadać. Wtedy właśnie doktor powiedział mi że powinienem rozpocząć brać antybiotyk – tak na wszelki wypadek, aby nie doszło do jakich kolwiek powikłań. Branie pigułek trwało 5 dni. Około 10 dnia większość szwów wypadła. 14 dnia moja połówka postanowiła pomóc mi trochę i ulżyć seksualnie Nie było większego problemu mimo iż nadal około 5 szwów nie wyszło czasem powodując dyskomfort. W chwili obecnej jestem 14 dni po zabiegu. 5 szwów nadal siedzi i jak nie wyjdą za kolejne 5 dni to udam się do lekarza na ich usunięcie. Mój penis staje jak trzeba. Wędzidełko nie ucierpiało – jest takie jak być powinno. Żołądź w pełni się odsłania tak jak było to zaplanowane. Mała opuchlizna nadal się utrzymuje, ale wiadomo, to dopiero nieco ponad 2 tyg. po zabiegu.

Dla tych którzy się wahają – nie warto. To co uzyskujecie po zabiegu na pewno zrekompensuje Wam ból i wyrzeczenia jakim będziecie musieli się poddać. Zupełnie inna jakość seksu oraz sam widok w pełni sprawnego penisa to dla faceta największa nagroda. Patrząc z perspektywy czasu traktuje całe to zajście bardziej jak przygodę którą będę miło wspominał głównie dzięki bardzo miłej i profesjonalnej obsłudze osób pracujących w Szpitalu Specjalistycznym w Wejherowie gdzie dokonywałem zabiegu. W tym miejscu dziękuje również naszemu kochanemu NFZ który sfinansował całe to zajście.




Doświadczenia






Stulejka.com poleca:

Download Opera

 © 2002-2009 kam